Stojąc sobie tak n-ty raz na przystanku autobusowym zacząłem się zastanawiać jak bezsensowne w obecnych czasach jest użycie samochodów osobowych. Otóż średnio 9/10 samochodów przewidzianych dla 5 pasażerów wozi samego tylko kierowcę. ?!
Jaka jest w tym logika? To tak jak odpalić wielkiego airbusa, żeby tylko przetransportować raptem 40 ludzi. Czy ktoś się w ogóle nad tym zastanawiał? No cóż wygodnie jest decydować sobie, w którym momencie przewieźć swój tyłek parę kilometrów.
Jak bezsensownym jest uruchamianie tylu koni mechanicznych, takiej pojemności silnika, żeby tylko nie iść. Nie mówię, że jestem zwolennikiem chodzenia pieszo, czy jeżdżenia w garniturze w deszczowy dzień na rowerze. Ale ludzie? Czy sensownym rozwiązaniem tego problemu jest kupno samochodu, który zaprojektowany był na przewożenie >1 osób i to na dłuższe dystanse niż durne “do marketu”, czy stanie w korkach.
Czy nikt z “klewer bojów” nie zastanawiał się nad racjonalizacją życia w mieście, tak aby zaprzestać ten żałosny proceder? I nie chodzi tutaj wyłącznie o przewożenie ludzi z miejsca zamieszkania do miejsca pracy. Chodzi też o zaopatrzenie domostw w produkty spożywcze i inne towary.
Uważam, że korzystanie z samochodów w obecnych czasach jest luksusem, na który nie możemy sobie pozwolić. Zboczenie to wynika najpierw, przede wszystkim z faktu, iż przedstawiciele naszej płci, aby zwiększyć swoje szanse u płci przeciwnej nawet o 200%, demonstrują swoje konie mechaniczne (nie chodzi tutaj o wibratory, faktycznie można to dwuznacznie zrozumieć :-P), a kiedyś te napędzane owsem. Od razu widzę przed oczyma rodzącą kobietę, którą mąż wiezie swoim samochodem do szpitala. Aż strach pomyśleć co się dzieje z tymi, których mężowie nie posiadają samochodów. Normalnie chyba pozostaje tylko poród w domu. Która kobieta jest w stanie żyć z takim mężczyzną? Też pewnie jest ich garść. Uehehe
Tak tak. Atawizmy nakręcają tą naszą chorą rzeczywistość, damn well!
Wojny, hipermarkety (ja wiem, że dla ostatecznych odbiorców jest to wygodne, ale realnie jest to kolejny urojony luksus, który pociąga za sobą dużo większe koszty, a który też można zastąpić czymś o wiele bardziej ekologicznym).
Wiadomo problem leży jedynie w tym, że “Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.” i tym, iż “Odpowiedzią na 99 ze 100 pytań jest “Pieniądze!”".
Wracając do tematu, pozostawiając te lobbystyczne pogawędki, cieszymy się z rozwoju naszego miasta stołecznego - Wrocławia, ale…
No właśnie ten rozwój przyczynia się do wzrostu sztucznego ruchu. Niejednokrotnie spotkałem się z opiniami różnych ludzi, iż cóż za problem jest dzisiaj postawić sobie chatę 50km od Wrocławia z dala od miejskiego zgiełku i dzień w dzień cisnąć do niego do pracy.
Powiedzmy, że postęp technologiczny pozwolił nam na pokonywanie większych odległości w szybszym czasie. Zatem pytam się który postęp? Czy teraz spalamy mniej paliwa cisnąc 140km/h, czy raczej nadal zależy to od pojemności i ilości koni mechanicznych, jakie życzy sobie kupujący pojazd? Czy zażyczy sobie mało? Czy koledzy nadal są w stanie wyrwać laskę na Malucha, jak kiedyś, czy może “beje”, które budzą małe dzieci we dnie i w nocy?
Patrząc na prototypy samochodów przyszłości, wcześniej nie ukrywając zdziwienia, teraz nie dziwię się, że są one w porywach dwuosobowe, bo jaki jest sens wozić kierowcę z całą tą tapicerką? Oczywiście jeśli projektanci jedno-osobowców w porę nie wymyślą dodatkowych modułów “na wyrywanie lasek” (odwożenie do domu po imprezie), to ich rozwiązania nie znajdą szerokiego uznania, bo przecie obecnie niejeden zacny pan nawraca koło gimnazjum as sponsor. Ciekawe tylko czy ta mądrość i technologia, aby się trochę nie spóźniła. Miejmy nadzieję, że rok 2012 nie będzie pierwszym w stylu filmów z serii “Mad Max”.
Ale konkludując prawda jest też taka, iż nie ma dla mnie nic lepszego niż udowodnić sobie samemu słuszność jednego z moich “niedorozwojów” (według obowiązującej mody) jakim jest brak prawa jazdy!, który rzekomo tak negatywnie rzutuje na karierę zawodową każdego obywatela I-szego świata.
Tak, to jest jedna z moich obsesji. Czynię swoisty “reverse” swojego życia i postępowania, aby z powszechnie uznanej głupoty wyciągnąć mądrość w dowód tego mojego miernego oportunizmu. Jednakże według sensu i zasadności mechanizmów rządzących wieloma współczesnymi sferami życia wydaje się to nadal logiczne.
Ludzie… ja wiem, że z tym moim podejściem będzie mi się żyło dużo trudniej, mam tego świadomość odkąd tylko zacząłem być bardziej świadomy, ale za główny cel postawiłem sobie zerwanie z większością zachowań ludzkich jakie bezpośrednio, czy pośrednio wynikają z fatalnych atawizmów. O ile Mad Max nie nastanie (wtedy trzeba będzie zacząć wszystko od początku, idąc po trupach) dam jako jeden z nielicznych podwaliny pod nową lepszą cywilizację ludzką, a cenę powolnych przemian właśnie ponoszę.
lol Może zbytnio się pośpieszyłem i najpierw mnie czeka zagłada?
Hehe