W końcu przechodzę do kwestii, która zawsze gdzieś leżała mi na sercu – kwestii genealogii swojego rodu.
Statystycznie jest to w przeciwieństwie do ogólnych przeświadczeń, najpopularniejsze hobby na świecie.
Rzeczywiście jest, że w dużej mierze kosmopolityczna Polska zapomina o swoich korzeniach, a w wielu przypadkach całkowicie to ignoruje. Tak się składa, że w wielu kulturach świata kult przodków jest jednym z nadrzędnych kultów, stąd też takie statystyki.
Dla mnie osobiście analiza genealogii mojego rodu, to przede wszystkim wspaniałe źródło informacji o mnie samym, jako dziedziczącym cechy przodków.
Tutaj m.in. amerykańska stronka Genealogy.com, która pozwala na wyszukiwanie swoich przodków za pośrednictwem różnych archiwów. Odpłatnie można dowiedzieć się więcej łącznie z wygenerowaniem sobie drzewa genealogicznego swojej linii.
Ja osobiście potrzebowałem znaleźć tam jedynie moich rzeczywistych krewnych, którzy wyjechali do USA bardzo dawno temu. I znalazłem! – wujka Vincenta (pilot brytyjskiego RAF-u w czasie II Wojny światowej), z którym od kilkunastu lat kontakt się niestety urwał z różnych przyczyn – usprawiedliwienia jednak nie ma.
Co natomiast się tyczy naszej rodzimej Polski, to zapraszam na wyszukiwarkę ilość wystąpień danego nazwiska stworzonej na podstawie słownika prof. Kazimierza Rymuta: http://www.herby.com.pl/
I tutaj okazało się, tak jak jest zgodne z historią, większość moich przodków o nazwisku Kardela zamieszkuje obecnie obszary przyłączone do Polski po zakończeniu II Wojny światowej, czyli Dolny śląsk (jeleniogórskie, wałbrzyskie, legnickie, wrocławskie, opolskie), gorzowskie, gdańskie, elbląskie. I na pewno większość z tych Kardelów to emigranci z utraconej wschodniej Polski.
Z drugiej strony zauważyłem kilka wystąpień nazwiska Kardela w obecnej wschodniej Polsce – lubelskie, chełmskie, co mogłoby wskazywać, że wywodzi się ono np. z okolic starego Włodzimierza, a te pojedyncze przypadki, to pozostałości tych Kardelów, którzy nie emigrowali, gdyż nie musieli, pozostałych niestety zawierucha powojenna przerzuciła na drugą stronę kraju.
Przydałoby się to bardziej sprecyzować, ponieważ obiło mi się o uszy, iż moi przodkowie przybyli rzeczywiście z okolic Stanisławowa jednego z najbardziej wysuniętych na południe (południowy-wschód) miast Polski (“mały Lwów”, pod rządami RP liczyło 200 tyś. mieszkańców, jeden z kluczowych grodów, miast warownych rodu Potockich, regiony historyczne: Ruś Halicko-Wołyńska – Ruś Halicko-Włodzimierska, rzeka – Dniestr, jedno z największych centrów kultury Ormian (najstarszego narodu chrześcijańskiego), znane postacie związane ze Stanisławowem: urodzony: gen. Stanisław Sosabowski, Witold Erazm Rybczyński (matematyk, fizyk), Zbigniew Cybulski (zginął tragicznie we Wrocławiu na 3 peronie Dworca Głównego), obecna ukraińska nazwa Iwano-Frankiwsk).
Hmm… staje się to powoli bardzo ciekawe.
Jednak póki co konkludując, moja połowa, która nie emigrowała, pochodzi z Małopolski (rejon Częstochowy – Piotrkowa Trybunalskiego) i są to posiadacze nazwisk:
- Michalski – jedno z najpopularniejszych nazwisk w Polsce, najwięcej wystąpień w rejonie warszawskim oraz katowickim.
oraz
- Siewior – najwięcej wystąpień w kolejności malejącej – katowickie, częstochowskie, piotrkowskie, kieleckie).
Natomiast przodkowie – migranci to
- Kardela
oraz
- Jankowski
Dla niewtajemniczonych powiem, że kręgosłup pierwotnej naszej Politechniki Wrocławskiej stanowili naukowcy, profesorowie byłej Politechniki Lwowskiej oraz Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, uczelni o wielu osiągnięciach w dziedzinach ścisłych (matematyczno-fizycznych).