Z kobietami jest jak…
Może jestem niecierpliwy i możliwe, że zadaje się z niewłaściwymi kobietami, tudzież takowe mnie z trydnych do wyjaśnienia względów właśnie pociągają. Ale już wiem jakie mnie nie pociągają. Są to te, które wydają się skutecznie samowystarczalne, a miłość traktują jako towar exclusive, dlatego preferują krótkie romanse – zabawy miłosne, po których są małe ofiary w ludziach. Natomiast mentalnie (bo seksualnie to może każda z ładnym tyłeczkiem) pociągają mnie takie, które oprócz miłości potrzebują wsparcia. Heh chyba kolejny już raz moja potrzeba bycia przydatnym dla innych daje o sobie znać. W tym przypadku wyjątkowo przydatnym, gdzie istenieje perspektywa zostania partnerem ale i potencjalnym ojcem.
W praktyce różnie to wygląda i w sumie wnioskujesz, że tak na prawdę one też nie szukają miłości podobnie jak te pierwsze. W każdym razie przeczuwasz, że tym wyzwalaczem zakochania u kobiet jest zupełnie co innego.
Ty poszukujesz tej jednej, która ma poczucie, że jest niekompletna i dopiero z kimś stworzy coś wspaniałego. Chcesz się nią zaopiekować, być jej oparciem nawet jeśli czujesz, że chyba to tobą należy się zaopiekować. Taka jest moim zdaniem odpowiednia zależność.
Ty zakochujesz się, wariujesz na jej punkcie, krążysz wokół niej, chcesz podwieźć ją tu i tam, żeby móc być z nią chwilę dłuższą, a ona w odpowiedzi stwarza wrażenie, jakby bardzo bała się nie tylko w tobie, ale w kimkolwiek zakochać.
Święta zbliżają się wielkimi krokami a w rezultacie tego wszystkiego szlag mnie trafia.
Wszystko to jest na prawdę parszywe. Niestety ale materializm odciska niesamowite piętno na rzeczach, które w większej mierze powinny być duchowe niż tak na prawdę są.
W rzeczywistości kobiety to kuźwa chodzące kalkulatory. Jakkolwiek nie starałbym się ją zmotywować w sposób sentymentalny ona i tak kalkuluje. Jeśli kulkulacja idzie dobrze tzn. jest kasa lub niezła fura, a koleś albo spryciaż, cwaniak, czy ryzykant, to nie ważne co będziesz jej mówił, czy twoja liryka będzie miała w ogóle sens, ona bardziej prawdopodobne pójdzie na tamten układ.
Głupie jest moje myślenie, że jest w tym coś kosmicznego, ponadwymiarowego. Nie ma!!!
Jest chłodna kalkulacja Matki Natury za pomocą kobiet, dlatego każdy samiec na tej ziemi zrodził się, aby w jakiś sposób zaimponować im, ale w praktyce ogranicza się to tylko do kilku kategorii:
1. pracujący ciężko – zapewni byt rodzinie (bardziej dla kobiet mainstreamowych),
2. wojak – rozwali twarz każdemu w walce o kobietę – zapewni rodzinie bezpieczeństwo, (dla kobiet mainstreamowych)
3. cwaniak, kombinator, ryzykant – może i stoczyć się na samo dno, czy zadrze z prawem, trafi do więzienia, ale jest szansa, że za jednym zamachem zgarnie milion (dla kobiet bardziej wybrednych)
4. przyjemniaczek – może i nie ma wiele do zaoferowania jako typowy man, ale jest taki milusi i słucha mnie godzinami jak mu trajkoczę – dużo czarnoskórych luzaków imponujących białym Europejkom pasuje do tej kategorii (ogólnie przeznaczeni dla kobiet mających się za niezależne, które potrzebują jedynie dobrego słuchacza i seksu)
5. czarodziej – oprócz tego, że przyjemny to jeszcze ciebie zaczaruje nieustannie patrząc w twe oczka i śpiewając swoją wyrafinowaną filozofię życia.
Oczywiście istnieją również hybrydy.
Kończąc więc, sprawa wygląda następująco. Z kobietami jest jak z rybami. Idziesz na łowy. Siedzisz kilka godzin nad jeziorkiem i nic. I często tak jest, że w momencie, kiedy już zrezygnowany zamierzasz zbierać się do domu nagle coś pociąga za haczyk.
Wniosek więc. Tak na prawdę niewiele zależy od ciebie w tej materii. “Co ma być, to będzie”.
Materializm tego świata prędzej czy później da tobie za pośrednictwem kobiet do zrozumienia, że przede wszystkim stworzony zostałeś do pracy tudzież brawury a nie do dawania miłości, no chyba, że koncentrujesz się na tych kobietach niezależnych, które nie koniecznie szukają mężczyzn z kasą.
Tutaj wydaje się, że nie ma idealnego dopasowania, czy też takiego, które bardziej idealne przypomina. W tych sprawach przede wszystkim rządzi kompromis, w którym jest ryzyko, że zamieni się w daleko idący kompromis.
Jest to mój kolejny post z cyklu Zwątpienie, ale wydaje się bardziej rzeczowy, realny niż jakikolwiek inny poniżej z cyklu Zakochanie.
