Publiczna służba zdrowia
W UK tzw. public healthcare to jest coś na co nas normalnie nie powinno było stać albo stać, ale tylko ze względu na naiwność większości klientów publicznej służby zdrowia.
Niestety żyjemy w czasach, kiedy niechlubny system, tudzież zwany kapitalizmem powoduje iż podejście do klienta jest takie, iż mainstream ludzi kieruje się na mieliznę, stwarzając pozór, aby dumnie wydawało się im, iż podobnie jak ludzie bogatsi, tudzież użytkownicy prywatnej służby zdrowia, oni również się leczą i to ZA prawie DARMO!
Bzdura! To jest tani pic. O ile kilka razy w życiu publiczna służba zdrowia polska i ta anglieska przydały się mnie, to nadal uważam, iż w większości przypadków przetwarza ona klientów na tzw. “odwal się”. I rzeczywiście dużo zależy od lekarza, na którego się trafi (identycznie jest w prywatnej służbie zdrowia), tylko że w przypadku prywatnej tylko eksperci robią największą kabzę, przeciętniacy średnio przędą, tracą klientelę, zazwyczaj są jednostrzałowcami. W państwowej każdy normalnie sobie siedzi i przepisuje antybiotyki “na pałę” w polskiej służbie zdrowia, czy Paracetamol w tej angielskiej.
Ja się pytam po co prowadzić całą tą machinę jak NHS, czy NFZ do przepisywania Paracetamolu (kiedy rzeczywiście potrzebujesz antybiotyku), lekarstwa na zmniejszenie kwasu w żołądku (kiedy najprawdopodobniej potrzebujesz terapię na Helicobacter pylori), lekarstwa na astmę (gdzie jest nadal duże prawdopodobieństwo rozwijania się Chlamydia pneumoniae)?, bo tak niestety w większości przypadków wygląda ich usługa. A Twoje lata lecą, jakość życia spada, kiedy mogłoby już być po infekcji.
To tak jak jest w komercyjnym przemyśle informatycznym. Nie liczy się jakość usługi tylko ilość. Tylko to nakręca ten przeklęty Keynesowy popyt. I tak błędne koła się toczą. Im więcej plebsu ma dostęp do usług świadczonych niegdyś wyłącznie dla zamożnych tym większa jest rutyna i niedbalstwo, bo w tym przypadku patologiczny obrót gotówki musi trwać. Teraz zastanówcie się ile mielibyście więcej pieniędzy na potencjalną prywatną służbę zdrowia, gdyby nie było tej przeklętej składki? Z prywatnej służby zdrowia w Polsce przy kiepskich zarobkach i tak korzysta większość szanujących swoje zdrowie ludzi. W UK co zamożniejsi czy Ci np. z pakietem Bupa jako dodatek do kontraktu.
Lecząc się w państwówce tylko stwarzasz pozór własnego uleczania.
W Polsce testy są dużo tańsze niż UK, dlatego za prywatne pieniądze możesz dokładnie przebadać własną krew i wykryć bardziej zaawansowane bakterie, aby Cię już nie można było spławić z Paracetamolem, tudzież lekarstwem na astmę. Na wyspie państwowe testy krwi to rutynowa ściema – wyników nawet nie dostajesz do ręki.
Gdyby nie relacja przychodni państwowowych ze szpitalem, szpitalami, ich usługa zawęziłaby się prawie wyłącznie do przepisywania Paracetamolu. Po co mnie utrzymywać taką służbę zdrowia? dla komfortu psychicznego?
To nadal przypomina jakieś szamańskie praktyki, a i tamte wydają się bardziej skuteczne.
Po prostu lipa z miodem.
Rada dla klientów publicznej służby zdrowia w UK:
Jeśli nie trafisz na bardziej empatycznego lekarza, nie studiujesz symptomów własnej przypadłości, nie próbujesz jej zidentyfikować na własną rękę i w rezultacie nie zabłyśniesz własną wiedzą, analizami przed nim, to będziesz potraktowany jak najzwyklejsza owca w zagrodzie.
Koniec kropka.
