Powinność
Tak się zastanawiałem, jaka jest ta ludzka powinność? tzn. co powinno się? a czego nie?
I rzeczywiście, gdy z życia usuniemy Boga to człowiek siłą rzeczy ulega zezwięrzęceniu. Najlpierw erozji ulegają systemy wartości a następnie stacza się obyczajowość. Tak jak ktoś już wspomniał, że w całej historii kraje, czy całe nawet cywilizacje których religia przestała dyktować normy moralne tylko jakiś inny twór (np. polityczny, czy dzisiejsze masońskie salony, media, gazety + jeszcze wolny Internet) po prostu upadły. A co takiego jest w tej religii, czego nie ma w naszym nowoczesnym świecie? Po pierwsze to mnie się wydaje, że pokory a po drugie wstrzemięźliwości.
Brak wiary w istotę doskonałą – Boga, a natomiast wiara w siebie – istotę niedoskonałą wystawioną na ciągłe pokuszenie spowodowała wśród ludzi lawinę pychy. Staczająca się obyczajowość coraz lepiej sankcjonuje swoje zwierzęce instynkty. Cywilizowana kobieta traci na tym najwięcej. Przestaje ona już być obiektem wspaniałym, cennym, intymnym, trudno dostępnym (tak choćby żeby było ciekawiej i bardziej podniecająco), staje się natomiast tworzywem łatwo obrabianym przez męskie penisy, które są w zasięgu ręki, wystarczy tylko użyć kilka plazerskich sztuczek tzn. zagrać na kobiecych instynktach jak na harmonijce (tych płytkich wskazówek jest w gazetach i Internecie mało?).
Możliwe, że jak na idealistę przystało mam zbyt wyidealizowany obraz rzeczywistości, przez co moja wizja jest nierealna. I zamiast błądzić powinienem podążać tropem dzisiejszej mody tzn. zdawać sobię sprawę z własnych słabości i zamiast się męczyć, hedonistycznie regularnie im ulegać. Jednakże od dłuższego już czasu zdaje sobie również sprawę, że w czasach rządów motłochu (o przepraszam: większości) to właśnie on dyktuje obowiązujące standardy obyczajowe, łącznie z kobietami wyzwolonymi, które mimowolnie kręcą na siebie bat jak biblijna Ewa i w rezultacie wyginą lub wylądują w islamskich charemach.
Przez pryzmat używek (alkoholu, narkotyków) wszystko przecież jest łatwiejsze, rozwięźlejsze (języki, kobiety). W przeciwnym razie motłoch musi na trzeźwo stawać twarzą w twarz z własnymi, indywidualnymi “doskonałościami”. Dlatego nie możemy im tego odbierać, gdyż inaczej wzniecą bunt na pokładzie, jak piraccy marynarze z pustymi beczkami po grogu. Mógłbym tak jeszcze długo analizować, ale widzę, że najlepiej podsumował to Dávila pisząc: „Wyzwolić człowieka to od kilku stuleci ułatwić mu plebejski sposób bycia.”
Ale wróćmy do tej pokory. Jestem przekonany, że sam akt ukłonu, pokłonu, klękania daje wykonującemu ten akt motywację do krótkiej refleksji nad sobą. Podobnie rzecz ma się z klękaniem przed zwłokami zmarłych bliskich. Oddaje im się w ten sposób hołd, a refleksje są wtedy często bardzo silne bezwzględu na to jaki był nasz stosunek do tych osób. I takie niby małoznaczące gesty dają nam do zrozumienia o naszej mniejszości a co za tym idzie niedoskonałości. Nie wiem jak inni, ale ja dokonując tego gestu tak to właśnie odczuwam. Sakrament spowiedzi też ma podobną siłę oczyszczającą. Tylko prawdziwi zatwardzialcy wydają się odporni na refleksje, tudzież wyciągają z nich złe wnioski. Ktoś pomyśli, ale moher, zacofaniec! Przecie nawet jeśli już mam się kłaniać, to mamy tyle innych bardziej fantastycznych, czy orientalnych wierzeń. Chrześcijaństwo nie jest już “trendi”. Niektórzy uczą się nawet języka elfów, gdyż podziwiają te niedoścignione we wspaniałości, czystości i szlachetności wyimaginowane istoty.
Oczywiście do wyboru mamy wiele religii, ale tak na prawdę Chrześcijaństwo jest mi najbliższe, gdyż jest religią Europy, jest moim zdaniem najbardziej moralnie zaawansowana* i w przeciwieństwie do wielu innych – konkurencyjnych nie ucieka się do argumentów siły i oszustwa w pierwszej kolejności, jak to robi islam i judaizm. Natomiast po Muzułmanach widzę, że ich kluczowym argumentem za wstąpieniem w ich szeregi jest fakt rosnącej liczby ich wierzących, co w większości przypadków przyciąga tych z kompleksami mniejszości, słabym wykształceniem, tych co przedmiotowo lubią traktować kobiety (kobiet lubiących być traktowanymi przedmiotowo też nie jest mało), no i tych co to lubią nadużywać siły i jednocześnie wiedzieć, że spotka ich za to nagroda w Allahowym raju. Powtarzam jeszcze raz, nie liczba a jakość się liczy. Dla mnie to ja mogę być pierwszym prześladowanym Chrześcijaninem.
Ktoś ostatnio mówił coś jeszcze o alternatywie w buddyźmie. Mnie to na prawdę nie interesuję. Ja na prawdę nie pojmuję religii w ten sposób.
W moich czasach nikt mi jej już nie narzucał bez względu na sakramenty, których mi zgodnie z tradycją udzielono. Sam jestem chrześcijaninem z odysku i raczkującym katolikiem jeśli chodzi o pełnioną obrzędowość. Wierzę natomiast, że to człowiek dopasowuje się do religii, w jej wartościach widzi swoje odbicie. I nie sądzę jakoby zmiana religii miała w znaczący sposób zmienić mnie, gdyż jestem świadomy swojej niezmienności. Mogę co najwyżej lepiej zrozumieć siebie i odruchy, skłonności mną władnące i poddać je odpowiedniej krytyce moralnej, poprawiać się, ale nadal żyć z pokorną świadomością, że znów mogę popełnić podobny błąd i grzech. I ktoś zmienia religię, bo widocznie lepiej pasuje do jej pozostałych wierzących, którzy wyznają taki a nie inny system wartości** lub będą błądzić w poszukiwaniu tej “najlepsiejszej” do końca życia.
* co przerosło nawet samych Żydów, gdyż im się wydawało, że prawdziwy Mesjasz będzie zupełnie inny (bardziej im pasujący, niż oni jemu – haha!), dlatego w rezultacie go odrzucili i doprowadzili do jego śmierci, i jakby nigdy nic nadal czekają – oby tylko tym ich mesjaszem nie okazał się tym razem sam Diabeł wcielony, obserwując poczynania coniektórych Żydów syjonistów – niemoralnych baronów na usługach Szatana, siewców zepsucia wśród gojów, ukrywających się pod zasłoną filantropii i niewyczerpalnego źródła tolerancji – trucizny dla wszelkiego konkretu.
** a cały czas błędnie wydaje im się, że z samym aktem przejścia na inną wiarę doznają jakiegoś specjalnego namaszczenia – guzik prawda.
