Problematyka moralna
Obejrzałem sobie dzisiaj tak o film pt. “Thick as Thieves”, gdyż okazało się, że film “Changeling” mam w uszkodzonym pliku. Już po niekrótkim czasie uświadomiłem sobie, że to nie jest film, który zapamiętam na lata, a raczej jeden z wielu robionych na zapotrzebowanie bywalców okolicznych kin. Odnoszę wrażenie, że Morgan Freeman jest już obecny chyba w prawie każdej produkcji i żeby tego było mało w większości z tych produkcji gra zazwyczaj mędrca, który jako drugi po reżyserze, wie jak się wszystko potoczy. Tak też i było w tym przypadku. No dobra raz filmowy los spłatał mu na samiutkim końcu figla – dostał kulkę w czoło. Aż nieprawdopodobne, że czarnoskóry gościu wylansowany został na takiego mózgowca, a w jednym z poprzednich produkcji okazał się nawet wcieleniem samego Boga. Co do obrazu Boga ciężko to stwierdzić, bo nikt go nie widział, możliwe że rzeczywiście jest czarny, ale nurtuje mnie bardziej odsetek czarnoskórych naukowców, którzy coś rzeczywiście wynaleźli. Jak dla mnie to trochę tak, jak oglądanie filmu o kobiecie hackerze. Potraktujmy ten mój wybieg, dygresję nt. ras i rodzajów jako chwilową, bo o czym innym chciałem pisać, ale postaram się jakoś między wierszami przeistoczyć do sedna.
Osobiście przyjmuję, że nie wolno rozpatrywać ludzi po narodowości, czy nawet rasie, a raczej najpierw zwrócić uwagę na warstę społeczną z której się wywodzą, wtedy odniesiemy wrażenie, że znajdziemy masę odpowiedników i tu i tu. Z drugiej strony nie można zaprzeczyć pewnym cechom, które można przypisać danej nacji (są one nabyte) a tym bardziej rasie (te są już wrodzone).
Jestem wolnościowcem i nie chcę dzielić społeczeństwa na sztywne grupy, ze względu na z góry ustalone kryteria. Daję w moich hipotezach (według Boga to wystarcza) jedynie równość wobec prawa. I dopiero życie takiego człowieka bez względu na to, czy jest biały, czarny, czy czerwony, bogaty czy biedny pokaże ile jest wart. Niestety demokracja idzie z tym dalej, popełniając błąd i chce dać ten kredyt równości na resztę życia z fatalnym skutkiem. I bez względu na to ile system zadekraruje nam równości tak się jakoś mimowolnie dzieje, że większa przestępczość powstaje w czarnoskórej społeczności. Ktoś zaraz wyobraża sobie murzyńskie getta, gdzie ich czarnoskórzy mieszkańcy nie mają edukacji i w wyniku tego perspektyw na lepsze życie, gdyż są dyskryminowani przez swoich białoskórych oponentów. Nie. Wcale tak nie jest. To może mogło być argumentem w czasach niewolnictwa, ale teraz ci ludzie są wolni i w wielu pracowniczych kompetycjach po prostu przegrywają, gdyż w wielu przypadkach ich wydajność niezadowala kapitalisty. Proste. A są też tacy, sam takich znam, którzy pracują wydajnie, ale sam zauważyłem, a może to są moje tylko jakieś rasistowskie halucynacje, że jest ich mniejszy odsetek w porównaniu do białych. I analizując rynek pracy w Wielkiej Brytanii, bez względu na to ile teraz pluje się na przybyszów z Europy Środkowo-Wschodniej to właśnie Polacy, Czesi, Litwini są dla angielskich manufakturzystów zbawieniem. I swoje prace wykonują lepiej, mimo iż są różni od angielskich standardów savoir vivre. Natomiast zabierając się za rodzimych mieszkańców wyspy to ci lenistwa nabawili się z dobrobytu, który się niestety teraz szybko kurczy. Jest to oczywiście wina nieustannie samozadłużającej się demokracji, braku wiary i przez to braku moralności, szacunku do pieniądza i fundamentalnej w tym całym problemie wstrzemięźliwości. Chociaż socjalistyczni złodzieje też mogliby w momencie rosnącej biedy społeczeństwa, na którym żerują, stać się orędownikami wstrzemięźliwości (tak jak to miało już miejsce w kwestii świetlówek energooszczędnych).
Dlatego jeśli chodzi o takie dylematy, ja powtarzam, że wolny rynek sam najlepiej zdecyduje, a demografia to podsumuje. I nie można mieć pretensji, że jakieś obce nacje przejmują pałeczkę. Jeśli okazują się lepsze, potrafią kreować niefikcyjny dobrobyt to znaczy, że tak ma być. Natomiast naród, który zawodzi, musi się ocknąć z tego bardzo wyrafinowanego demokratycznego otępienia albo pogodzić z właną autoannihilacją. Sztuczne podtrzymywanie życia takiemu organowi nie ma sensu (i niech przypadkiem zwolennicy eutanazji nie zacierają teraz rąk, bo to akurat nie odnosi się do istoty ludzkiej).
A nawiązałem do tego filmu, ponieważ, nie chodziło mnie o problem rasowy, natomiast o kwestię propagowania wypaczonej moralności. Szołbiznesowi dużo mniej na niej zależy, dlatego kolejny raz prezentuje nam rolę, zawód złodzieja, jako coś bardziej dochodowego a i bardziej ekscytującego. Natomiast bycie stróżem prawa jest nudne, widzocznie przeznaczone dla ludzi mniej inteligentnych, których seryjny złodziej Freeman zawsze wykiwa, sam określając przypisanego mu policjanta detektywa “he’s just a cop”. Sam główny bohater grany przez Antonio B. – policjant z Miami najprawdopodobniej zdecyduje się przejść na złodziejską ścieżkę, gdyż w policji marnuje swój potencjał – na zakończenie takie odniosłem wrażenie.
Przypomniała mnie się wtedy wypowiedź Jurija Bezmienowa m.in. o notorycznym przedstawianiu policjantów jako obżerających się pączkami, skorumpowanych czy też nadużywających swoich uprawnień (np. w filmie Rambo). Oczywiście, że to się ogląda z przyjemnością. Ale niestety proces moralnej destabilizacji postępuje. I dotyczy to wielu istotnych dziedzin naszego nowczesnego życia. A dwa stulecia, w których mnie dane było i jest żyć spokojnie można zcharakteryzować jako czasy “sprzedajnych polityków, naukowców i dziennikarzy”. Skutki tego cały czas odczuwamy, a profesje, które najbardziej są temu odpowiedzialne, odnosi się wrażenie że bardzo dalekie są od fundamentalnej moralności.
I znów jak ten koszmar powraca kwestia różnicy między dobrem a złem, że to pierwsze podobno nigdy nie jest tak ekscytujące jak to drugie.
