JOW i w ogóle demokracja
Mój komentarz do wideo z debaty zorganizowanej przez Rzecznika Praw Obywatelskich nt. Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.
Słucham tego, to dochodzę do wniosku, że ta demokratyczna lipa to jest po prostu odwieczny (chyba nierozwiązywalny) jej problem.
Czy ktoś wskazał gros ludzi – “obywateli”, których polityka po prostu nie interesuje? Nie dlatego, że jest im to nieznane. Oni po prostu mają dużo innych ciekawszych zajęć a życie tylko jedno.Dlatego ten system władzy jest zawsze skazany na manipulację, bo masa ludzi wcale nie chce dorastać do swojego obywatelstwa.
Człowiek jak może coś zrobić a nie musi, to w większości przypadków tego nie zrobi. Człowiek może być politycznym aktywistą, ale ludzie są już leniwi, tym bardziej w braniu udziału w czymś co jest dla nich niejasne. Do tego wiecznie aktualna kwestia kompromitująca demokrację: “Nie ważne kto głosuje, ważne kto liczy głosy”.
Liczne są przykłady, gdzie liczący unieważniali formularze głosujących.JOW to zapewne jest manewr zmieniający ilość na jakość, ale ogólnie tej masie ludzkiej bardziej i permanentnie podlegającej pospolitym odruchom niż rozwijającej swą obywatelską świadomość po prostu odebrał bym prawo wyborcze. Odbierzcie je nawet mnie. Mnie to na prawdę wisi, kto, co i jak. Chcę tylko wolności i silnego prawa opartego na rzymskim, a nie sowieckim, czy teraz euro-federastycznym.
Za czasów potęgi I Rzeczypospolitej prawa wyborcze miało 2% społeczeństwa i jakoś wychodziło to na przeciw różnorodności życia politycznego, publicznego i religijnego dawnej Polski. Zaczęło się chrzanić jak możnowładcy zaczęli używać gołoty to głosowania. Teraz mamy właśnie taką powtórkę z rozrywki.
