Easter breakfast
No więc takie miałem dzisiaj śniadanie wielkanocne, że hoho. Prace w kuchni o wczesnej godzinie wskazywały, że będzie. Oczywiście moje usposobienie do tych tradycji jest raczej bierne, jedynie moja mama, babcia jest w stanie mnie zmobilizować do pracy przy przygotowaniach.
Z racji, że jestem na obczyźnie kto inny jest już inicjatorem. Jest nim gość, który mieszka na naszym flacie - wybitny polski romantyk, katolik, tradycjonalista i niepoprawny też optymista zwany dalej Mr T (nie B.A. Baracus, tylko Pan polska Tradycja [tradycja przez duże T]). Do prac Mr T włączył się nawet wujek, który na co dzień ateizmem świeci, ale widocznie skusiła go świadomość spożywanych potraw - kiełbaska z polskiego sklepu, sałatka jarzynowa, wędlinki i jajka. Oczywiście ja pojawiłem się pod koniec przygotowań i wkładu żadnego nie miałem, ale miałem brać czynny udział w tej ceremonii. Wszystko było już gotowe na stole u wujka około godziny 10AM (jego pokój jest większy i pełni rolę pokoju gościnnego). Do spożywania planowo miały być tylko 3 osoby, ponieważ pozostali byli niestety w pracy. Hasła do spożycia nikt nie rzucił, bo jakże - zaczynamy wszyscy razem, a w międzyczasie Mr T obwieścił, iż musi się przed tym wykąpać, gdyż nie czynił tego także wczoraj. No to czekaliśmy z wujkiem. Po 30 minutach czekania stwierdziłem, iż pójdę porobić coś na swoim lapku, a wujek czy chciał czy nie chciał czekać musiał, bo świąteczna strawa na jego ławie zalegała. Mr-owi T całe przygotowanie, łącznie z namaszczeniem swego ciała, zajęło około 2,5 godziny. Pod koniec jego przygotowań o dziwo pojawił się gość - taka kobieta, która jest bliską koleżanką Mr T. Ja wtedy siedziałem już w swoim pokoju zajęty pracą, zapomniałem już o śniadaniu, jakiekolwiek ono miałoby nie być - była za to 12:50PM. Oczywiście na ponowne uczestnictwo nie dałem się już namówić (poleciał gryps w stylu “czemu nie przyjdziesz, jesteś jakiś dzik?”, zjadłem swój obiad - jaki był to był.
Dlatego rada dla tych co mają “smaka” na śniadanie wielkanocne - zrób “se” sam! pamiętajcie tylko self-made! Później śmiałem się w duchu, że gdyby żonaty Mr T “umówił się” z tą laską na 3PM, to wujek bezwiednie czekałby na swoją przekąskę do jej przyjścia.
Dlatego od dłuższego już czasu powtarzam sobie: “Żadnej religii, jedynie jeszcze tradycja, aby zrobić przyjemność bliskim”. A takim katolikom dziękuję, bez względu na to jakie ich świąteczne przygotowania urocze by nie były w kontrze z moim ateistycznym “nicnierobieniem”.
