w MoS Club London | Kardell@weblog

„Kto ma miękkie serce musi mieć twardą dupę.”
„Pomagamy innym, kiedy nie potrafimy pomóc sobie.”
„Dziel się wiedzą, to sposób na osiągnięcie nieśmiertelności” Dalajlama
„Nie ma większych niewolników od tych, co błędnie myślą, że są wolni.” Goethe
„Wyzwolić człowieka to od kilku stuleci ułatwić mu plebejski sposób bycia.” Nicólás Gómez Dávila
„Obsequium amicos, veritas odium parit” - „Schlebianie przysparza przyjaciół, prawda – wrogów.” Terencjusz
„Kto uczy się a nie myśli jest stracony, kto myśli a nie uczy się jest w wielkim niebezpieczeństwie.” Konfucjusz
„Demokracja to ustrój, w którym możesz mówić, to co myślisz, nawet wtedy, kiedy nie myślisz.” Edward Rutherford
„Tylko małe sekrety muszą być strzeżone, wielkie trzymane są w sekrecie dzięki niedowierzaniu opinii publicznej.” Marshall McLuhan
„Rozsądny człowiek dopasowuje się do rzeczywistości, nierozsądny usiłuje dopasować rzeczywistość do siebie. Dlatego postęp zależy tylko od ludzi nierozsądnych. ” G.B. Shaw

MoS Club London

A no odwiedziłem ten znany klub w Londynie - Ministry of Sound. O dziwo muszę powiedzieć, ale spokojnie mogą z nim konkurować te wrocławskie. Szczerze powiedziawszy spodziewałem się czegoś większego, a tutaj przeciętna przestrzeń. Muzyka na barze na początku w porządku. Zasłużony didżej grał jak trzeba. W pudełku (box) pierwszy dysk dżokej na “lineupie” na początku delikatnie pomykał powoli przyspieszając. Jednak po wymianie na obu konsoletach zaczął się jakiś electro-saw. Na barze jakaś “elektryczna” muzyka, a w boksie jacyś tam, nawet nie pamiętam nazwy tego duetu, ale niech będzie moje wysoce krytyczne określenie MC Pedał & Dj Józek. Kolesie widocznie mają “hopla” na punkcie efektorów i małych keyboardów, bo się niesamowicie temu oddawali, zapominając o tym, że grają muzykę do tańca dla ludzi. Coby nie leciało to te same niespecjalne wizualizacje na wszystkich ekranach chyba w całym klubie.
Może wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ta przesadzona o 200% głośność. Sala otoczona zewsząd subwooferami wręcz miażdżyła wnętrzności.
Nie wiem, może ja mam zbyt wygórowane wymagania, czy nie przyjąłem do organizmu wystarczającej ilości alkoholu czy tablet albo co gorsza starzeję się, że tak to odebrałem, ale jakoś nie lubię, gdy ktoś niszczy mój słuch (głośność sprawiała ból). Oczywiście wcięta i zapewne znarkotyzowana publika przyjęła cokolwiek z wielkim entuzjazmem - chyba tak miało być.
Miało być This is… Sander Kleinenberg a było This is… nothing special.

Zastanawiałem się i stwierdziłem, iż chodzenie do klubów traci dla mnie powoli sens. To co one sobą reprezentują jest już dla mnie zbyt powszednie. Zdecydowanie lepiej wspominam didżejskie “eventy”, gdzie dużo lepiej się postarano, nawet jeśli było zbyt komercyjnie. Logicznie sami didżeje wizyty w klubach traktują lekko w przeciwieństwie do występów w większych obiektach, takich jak areny. Dlatego też od teraz będę tropił już tylko konkretne eventy, a chodził do klubów pobouncować sobie przy mainstreamowej muzyce komercyjnej z Michaelem Jacksonem i Ciarą na czele - elektro-sieka odpada.
Pozostaje jeszcze nadzieja w klubach z mniej powszechną, nie elektro-chołociarską muzą, taką jak breakbeat w tym dnb oraz psy trance + goa. ;-)
Ciekawe jaki dnb zagrają za dwa tygodnie w MoS Goldie i Pendulum na evencie Metropolis. ;-?

3 Odpowiedzi to “MoS Club London”

  1. Uho:

    BryNaNaszejKlasieZostawilemCiWiadomosc

  2. matlas:

    O w koncu jakis wpis. Juz myslalem ze cie tam zabili albo cos:)

  3. Kardell:

    Heh. Wiem, kurde, nie odzywałem się na blogu. Jakoś się do tego zabrać nie mogłem. :-P

Dodaj komentarz