w 35h | Kardell@weblog

„Kto ma miękkie serce musi mieć twardą dupę.”
„Pomagamy innym, kiedy nie potrafimy pomóc sobie.”
„Dziel się wiedzą, to sposób na osiągnięcie nieśmiertelności” Dalajlama
„Nie ma większych niewolników od tych, co błędnie myślą, że są wolni.” Goethe
„Wyzwolić człowieka to od kilku stuleci ułatwić mu plebejski sposób bycia.” Nicólás Gómez Dávila
„Obsequium amicos, veritas odium parit” - „Schlebianie przysparza przyjaciół, prawda – wrogów.” Terencjusz
„Kto uczy się a nie myśli jest stracony, kto myśli a nie uczy się jest w wielkim niebezpieczeństwie.” Konfucjusz
„Demokracja to ustrój, w którym możesz mówić, to co myślisz, nawet wtedy, kiedy nie myślisz.” Edward Rutherford
„Tylko małe sekrety muszą być strzeżone, wielkie trzymane są w sekrecie dzięki niedowierzaniu opinii publicznej.” Marshall McLuhan
„Rozsądny człowiek dopasowuje się do rzeczywistości, nierozsądny usiłuje dopasować rzeczywistość do siebie. Dlatego postęp zależy tylko od ludzi nierozsądnych. ” G.B. Shaw

35h

18.09.2007AD. Tego dnia popełniłem błąd, który rzucił cień na prawie dwa następne. Wstałem późno ok. 12 w południe, ponieważ zdaje się siedziałem do którejś nad ranem. O około 17:05 jak gdyby nigdy nic wyszedłem z domu w celu odbycia jednej z ostatnich służb w mojej wakacyjnej pracy. Ta 14 godzinna nocna służba przebiegła bardzo spokojnie. Rano rozentuzjazmowany świadomością, iż będę miał 3 dni wolne, ok. godziny 8:15 udałem się tramwajem do domu, aby trochę się odświeżyć, przespać i odrobić zaległości tu i ówdzie. Po drodze spotkałem jeszcze swoją koleżankę z licealnej klasy. Dochodzę do wejścia i odruchowo sięgam do kieszeni w plecaku w poszukiwaniu kluczy. No i na tym grzebaniu się zaczęło. Hmm… “Czyżbym wychodząc zapomniał wziąć kluczy?”
No tak przecież, jak wychodziłem były dziewczyny (współlokatorki): “Dobra to ja wychodzę, nie zamykam drzwi…Do zobaczenia!” czy coś w tym rodzaju. To był tego dnia pierwszy Zonk.
Hmm… Kurde co teraz zrobić. Po chwili olśniło mnie, że obie pracują gdzieś w aptekach niedaleko. Wezmę przejdę się do okolicznych i “wyresolwuję” od którejś ten klucz. Po 4 nieudanej próbie stwierdziłem, że najlepiej zadzwonię do wynajmującego mi pokój i zapytam się o numer do nich. On objaśnił mi, że jedna z nich pracuje 2,5 minuty drogi od mieszkania. Więc wbiłem do wskazanej apteki, gdzie samotnie siedział jeden pan - farmaceuta. Zapytałem, czy tu pracuje niejaka Agnieszka. On rzucił jakimś nazwiskiem, ale ja nie kojarząc w ogóle, bo przecie ledwie niedawno przyswoiłem sobie ich imiona. Proces integracji z tymi współlokatorkami przebiega wybitnie opornie, jak na moje liczne doświadczenia. No ale cóż, wróćmy do meritum. Po moim wątpliwym potwierdzeniu, że to pewnie o nią chodzi, powiedział, że już tutaj nie pracuje. To ja w takim razie zagadnąłem o wskazanie mi jej nowego miejsca pracy. On odparł, że nie wie, czy może ujawniać mi takie informacje, bo widocznie miał wcześniej jakieś niemiłe doświadczenia, więc zdecydował się osobiście do niej zadzwonić i zapytać o pozwolenie. Po krótkiej rozmowie przekazał mi telefon. Nazbyt flegmatyczna coś mówiła, zrozumiałem dopiero drugie bardziej dosadne zdanie. “Michał, przecież jesteśmy w Tatrach” :-o
Trochę mnie to zbiło, bo ubzdurałem sobie, że to dopiero tego dnia miały się udać na wycieczkę, a te wczorajsze przygotowania to tylko dlatego, aby jak wrócą z pracy być od razu gotowym do wyjazdu. To nie był Zonk lecz tylko średniej wielkości zdziwko.
No dobra, z trudem przełknąłem ślinę, bo przecież miało być już z górki, porozmawiałem chwilę z jej byłym kolega z pracy i stwierdziłem, że wypadałoby teraz zadzwonić do właściciela mieszkania, przecież powinien mieć zapasowy, ostatni zestaw kluczy.
Po rozmowie okazało się, że niestety nie dysponuje kluczami, ostatnie dał właśnie mnie.
To już był Zonk. Powiedział jednak, że zadzwoni w jedno miejsce i się zorientuje. Po 2 godzinach załatwiania na siłę spraw, których do tej pory nie miałem czasu załatwić, może nigdy :-P, skojarzyłem, że miał na myśli dziewczynę, która nie zdała mu klucza z trzeciego pokoju w tym mieszkaniu. Problem w tym, że obie zwinęły się na początku miesiąca i nie do końca wiedziałem, która z nich zostawiła, a która nie. Do jednej z nich nikt z lokatorów ani wynajmującego nie miał numeru. Skończyła pracę i wróciła w rodzinne strony - do Zielonej Góry. Natomiast druga - Edyta - przeprowadziła się na Biskupin i tylko ona miała do niej numer. Niestety moje próby dodzwonienia się do niej tak samo jak i wynajmującego były nieskuteczne. Sygnał dobry, ale nikt nie podnosi słuchawki. Dowiedziałam się, że domniemanie była dłużna jakąś kasę wynajmującemu i jak i w tym przypadku nie odpowiada na jego telefony. Dziewczyny z Tatr doradziły mi w takim razie, abym wysłał jej sms`a, żeby przynajmniej wiedziała o co chodzi. W obliczu niepowodzenia tych usilnych starań moja wyobraźnia i karkołomna brawura wyknuła, iż istnieje możliwość przedostania się przez okno sąsiada do otwartego okna mojego pokoju. Niestety na miejscu moja inżynieryjna orientacja wykazała, że te akrobacje mogą okazać się samobójcze, czy to przez okno od sąsiada, czy z drugiej strony budynku. Ostatni wariant dostania się bez interwencji ślusarza, to ześlizgnąć się w stosunkowo prosty sposób z dachu do wnęki z moim oknem, ale związane byłoby to z dostaniem się na strych a następnie na dach. W każdym razie ten pomysł został zakolejkowany jako ostatni. Pomysł ze ślusarzem okazałby się dość drogi dla mnie, dlatego pozostało mi czekać na odpowiedź Edyty, której komórka zdawała się być nigdy nie odbieraną.
Mamy środę, a dziewczyny z urlopu w Tatrach wracają dopiero w niedzielę.
Dochodzi godzina 15, siedzę sobie w budynku mojego wydziału z komórką przed sobą. Jestem zmęczony, jest mi zimno, a ze zmęczenia dostaję powoli dreszczy. I to wszystko nałożyło się na trzeciego Zonka, a jak wiemy w “Idź na całość” nie mogło być na raz 3 Zonków w trzech bramkach.
Godzina 15:05 przychodzi jakiś esemes. ?ał, to Edyta. W nim isze, że nie może odbierać telefonów, bo jest cały czas w pracy. Jest aktualnie w Zielonej Górze, ale jutro przyjeżdża do Wrocławia i weźmie ze sobą klucz.

Pffiuuuu…
Oznajmiłem po wymianie smsów, że tej nocy udam się do kogoś na nocleg, a jutro sfinalizujemy całą akcję. Nocleg załatwiłem w 30 sekund u kumpla. Wypiliśmy po browarku, sporo pogadaliśmy, obejrzeliśmy film “Dług”. Potem poszedł na dyżur do radia. Ja coś tam jeszcze odpaliłem do oglądania, ale zaczęło brać mnie już konkretne kimanie. Było po godzinie 23.
Jak wszystko zsumujemy, to wyjdzie 35 godzin na chodzie. Niestety i tym razem nie pobiłem swojego rekordu. ;-)
Tak na marginesie. To była chyba kara dla mnie za blokowanie reklam. :-P

Jak widzicie, niewiele nieuwagi potrzeba, aby zepsuć sobie cały jeden dzień z kalendarza. Takie przypadki uzmysławiają mnie, jak nadal rzeczywistość uzależniona jest od pierdół m.in. takich głupich kawałków metalu zwanych kluczami. Faktycznie przypadek w moim wykonaniu był dość oryginalny, taki filmowy. Sam tej środy powtarzałem sobie, że nie było lepszego momentu, aby zapomnieć kluczy. Ale zastanówmy się, ile razy każdy z nas miał w życiu takich przygód. Dorzućmy do tego polską zdynamizowaną rzeczywistość i jak destrukcyjnie wpływa to na naszą cierpliwość. Dziwimy się, dlaczego w Polsce ludzie są tacy a nie inni. Dlaczego w Polsce nie każdy zatrzymuje się samochodem, aby przepuścić pieszych. Proste! Tylko nieliczni na świecie, chociażby tacy Niemcy mają na tyle czasu, aby bawić się w uprzejmości. U Polaków nawet jeśli to występuje, to raczej jest tego wszystkiego mieszanką.

1 Odpowiedź to “35h”

  1. matlas:

    historia nadaje sie na jakis film np. komedie heh

Dodaj komentarz