Tibia i Blade
Tibia to jest dobra gierka, kiedy chcesz robić kilka rzeczy jednocześnie tzn. grać oraz np. jednocześnie surfować po Internecie, pracować czy rozmawiać z ludźmi, tylko od czasu do czasu bacząc co dzieje się w grze. Zostawiasz rycerzyka, żeby sobie trenował i idziesz na śniadanie, obiad, czy kolację. Zaangażowanie więcej niż 30% swojej uwagi tej grze powoduje, że zaczynasz po stosunkowo krótkim czasie mieć na jej widok mdłości. Tak czy inaczej ona i tak uzależnia i rzeczywiście byłem w jej sidłach kilka lat temu. Za jedyną zaletę tej gry uważam obcojęzyczną konwersację, zaś wtórnie dobre wspomnienia i sentyment do poznanych tam ludzi ze świata.
Teraz już wkładamy Tibię między bajki, ponieważ nie mam już za bardzo ochoty obciążać mojego procesora procesem Tibia.exe. Postanowiłem za to popykać sobie w wydaną w 2001 roku przez Codemasters (tworzyli gry jeszcze pod moje Commodore 64 – do dziś pamiętam ich Casino, czy coś w tym rodzaju). Rzeczywiście są z nich codemasters. W jednej z ich stajni zrodził się Blade of Darkness, gra typu hack & slash + RPG (dużo lepsze niż Die by the Sword), która do dzisiaj powala mnie swoją grafiką, muzyką i efektami. Zachowanie się stworów, z którymi walczysz jest bardzo naturalne a walka np. z Orkiem faktycznie ekscytuje. Po walce wszędzie jest dużo krwi i poćwiartowanych wrogich ciał. W trakcie walki fruwają głowy i kończyny przeciwników. Zdobywasz nowe poziomy, bronie, stosujesz nowe combosy. Aż żal, że taka rewelacyjna gra nie doczekała się kontynuacji, a jedynie licznych modyfikacji stworzonych przez fanów tej gry. W każdym razie polecam. Możliwość szybkiego jej ściągnięcia z sieci Torrenta, czy też eDonkeya udowadnia jej wartość.
