Ron Paul – nadzieją na normalne USA
Zgodnie z odczuciami mojego kolegi Marcina Piotrowskiego rośnie popularność liberała Rona Paula, amerykańskiego polityka republikańskiego, wchodzącego w skład ekipy RINO, która odstaje od konserwatywnego kręgosłupa Republikanów. Nic dodać, nic ująć, poglądy libertariańskie zdają się powoli wracać w łaski Amerykanów ciemiężonych przez obecne ustrojstwo z G.W. Bushem na czele.
Filmik o tym zdecydowanym Teksańczyku na YouTube tutaj.
Prawdą jest, iż przez ostatnie kilkadziesiąt lat nasze umysły były i są nadal z racji lewicowej przeszłości odciągane od poglądów liberalnych. Całe generacje naszego społeczeństwa czują lęk przez kapitalizmem i wolnością wyboru. Sprawny mechanizm ogłupiania skłania całe masy do fatalnego w skutkach aktu, jakim jest oddanie swojej wolności na rzecz aparatur państwowych, licząc, iż one zagospodarują ją jak najlepiej.
Po moich licznych dywagacjach stwierdzam podobnie jak liberałowie, iż najlepsze ludzkie dobro rodzi się na bazie wolności wyboru na gruncie odpowiednich zasad moralnych. Nic nie jest w stanie na dłuższą metę tego zastąpić, no chyba, że ktoś lubi jak jest źle lub jeszcze gorzej. Natomiast lewackie idee, które podobają się mnie, przynoszą dobre rezultaty, ale jedynie w określonych dziedzinach życia, w których istnieć powinny, gdyż akurat w takim układzie nie działają degenerująco.
Socjalizm i każda jego odmiana zaszczepiana w każdej dziedzinie życia człowieka i społeczeństwa staje się w przeciągu 2 generacji przekleństwem, co też tłumaczyłoby obecny, zauważalny wzrost poparcia dla tendencji liberalnych na świecie.
Przerwę jednak całą tą prawicowców euforię. Jak wiadomo Michael Moor robi liberałom cały czas koło pióra, obnażając wyzysk, jakiego dopuściły się amerykańskie korporacje, które na liberalizmie wyrosły. Wolny rynek i konkurencja wcale nie uregulował cen tak jakby się to wydawało. Liberalna prawica wcale nie wypracowała jeszcze skutecznej metody, aby nie odstraszać sobą większości społeczeństwa o lewicowej jaźni. Każdy obawia się tych agresywnych firm, które globalizując, niszczą wszystko na swej drodze. Z drugiej strony argument Moora może być szybko podważony faktem, iż w Stanach Zjednoczonych jest w rzeczywistości ustrojowy mętlik. Po prostu liberalizm wymiękł tam, gdzie kategorycznie nie powinien, stąd też inne jego dziedziny zaczęły się kompromitować. W wielu przypadkach pozostał z niego jedynie agresywny kapitalizm a resztą zawładnął socjalizm. Układ podobnie patologiczny jak w Polsce. Wydaje się, że jedynie “ultimate” liberalizm jest najlepszy – tak jak w Hong Kongu, czy też Estonii, natomiast wszelakie formy pośrednie, mieszane są niedopuszczalne.
Dlatego też moim zdaniem liberalizm nie powinien cieszyć się jedynie tym faktem, iż naturalnie, zgodnie z tymi ekonomicznymi sinusoidami, zaczyna znowu być na fali. To nie jest wcale rozwiązanie problemów obecnych, czy też nadchodzacych generacji. Tutaj powinna zajść jakaś dygresja a następnie fenomen, który pozwoli się jej utrzymać znacznie dłużej, a może i na zawsze przekształcić tą sinusoidę w linię prostą. Wymaga to jednak w kilku kwestiach zastosowania lepszych rozwiązań, które pozwolą tą “wolność” lepiej zdefiniować, aby przestała ona budzić u mas więcej niepewności niż satysfakcji.
Prawica ignoruje kilka istotnych problemów, które zawsze były jej piętą Achillesa. Nadal naiwnie uważa, iż wolność wszystko załatwi. Tak jednak nie jest. Są argumenty, które opowiadają się za lewicą i od dawna stanowią jej asy, które rzucane do społeczeństwa kupują jego umysły masowo.
Wydaje się, iż prawica powinna wypracować odrębną strategię do swej czołowej, która pozwoli jej w tym momencie w łagodny sposób przekonwertować całość społeczeństwa na swoją modłę i zrobić to w tak fenomenalny sposób, jak od zawsze robiła to lewica.
