Dylematy
Na bieżąco obserwując siebie i swoje otoczenie (ludzi) zastanawiam się nad tym jakiego kierunku obranie w życiu jest właściwe i pozwoli mi osiągnąć osobisty sukces. Nie ważne, czy ten sukces będzie o przeznaczeniu publicznym, czy też wyłącznie prywatnym.
Powstaje istotny dylemat, gdyż wchodząc w interakcję z wieloma ludźmi niejednokrotnie wyczuwam, iż z ich pomocą (sam + realia czynią to awykonalnym), czy też aspiracjami nie uda mi się zrealizować moich po trosze niekonwencjonalnych pomysłów. Jest to znak tego kompromisu człowieka z ordynarnym życiem, na który większość ludzi czy chce, czy też nie iść musi. Wygrywają tylko te pomysły, które w 100% szybko przynoszą profity i tak na prawdę nie niosą z sobą specjalnych zmian, liczy się jedynie sukces marketingowy, żerujący na odwiecznych ludzkich skłonnościach.
Polskie realia w prawie każdym przypadku zabijają u źródła, w ludzkich umysłach, inicjatywy, których realizacja istotnie pomogłaby obecnemu stanowi rzeczy.
Dlatego dochodzi do tego rozwidlenia moich celów życiowych, gdzie ryzykownie można by się podjąć realizacji ambitnego celu, który ewoluując pomógłby innym. Z drugiej strony powszechna tendencja skłania mnie do podjęcia się przyziemnego zajęcia, pracy, która przyniesie “aż” pieniądze, dla mnie “jedynie” pieniądze. Wtedy też konsumpcja, wydawanie tychże pieniędzy stanie się źródłem mojego szczęścia. Z drugiej strony w przypadku, gdy tych pieniędzy będzie tylko na styk, szczęścia mogę się doszukiwać w udanym związku z kobietą i jemu pochodnych.
I powszechnie ludzki hedonizm zazwyczaj do tego dąży. Druga połowa okazuje się najlepszym, najtańszym i sprawdzonym środkiem na leczenie własnej frustracji. Stanowi to dar od surowego świata dla istot, które w nim kroczą, aby nie traciły motywacji do życia.
Czuję, iż muszę znaleźć lepszy sposób na ekspresję moich aspiracji albo będę zmuszony skorzystać z powszechnego rozwiązania i pozostać jedynie konsumentem.

5 Aug 2007 at 11:05 PM
kobieta lekkiem na wszystko