No właśnie. A może obecnie tempo jest zbyt szybkie?
Zastanawiałem się, czy nasza rzeczywistość faktycznie musi być taka zwariowana, zabiegana? Z tego co wiem uzależnione jest to od długości geograficznej na jakiej się żyje?
Południowcy i ludzie z północy żyją z reguły w zwolnionym tempie. Uzależnione to jest względami klimatycznymi. Jedni mają za gorąco w dzień, drudzy znowu za zimno i krótki dzień.
My za to mamy optymalne warunki. Efekt: wszyscy zalatani, powszechny wyścig szczurów.
Do tej refleksji zainspirował mnie film dokumentalny o kubańskim zespole Buena Vista Social Club. Grali tam bardzo wiekowi kubańscy panowie. Obserwując sobie tą odmienną kubańską od naszej rzeczywistość, zastanawiałem się z kolei, czy koniecznością jest takie sztuczne nakręcanie tępa życia. Widać, iż istotnie negatywnie rzutuje to na utrzymywanie pozytywnych wartości konserwatywnych w naszym kraju.
A co zraża mnie najbardziej w obecnym kształcie naszej egzystencji?
To iż jawnie widać, jak system komercyjno-kapitalistyczny danego kraju siłą stara się zaprzęgnąć większość swoich obywateli do tej sztucznie napędzonej machiny korporacyjno-produkcyjno-usługowej.
Widzę, jak większość ludzi dusząc się w tym, marnuje swój potencjał, wykonując często bezsensowne prace, aby tylko system mógł działać. Po dłuższym czasie obserwacji dochodzi się do wniosku, że większość społeczeństwa naturalnie musi być pokarana takim a nie innym zajęciem, a powszechnym staje się powiedzenie: “Każdy chciałby pracować w swoim wyuczonym zawodzie…”
Dla przykładu: na interview pyta się mnie szef HR, co mam im do zaoferowania. A kwestia dotyczy prostackiej pracy biurowej, której za taką kasę ludzie z zachodniej Europy się nie imają. Praca, w której nic innego się nie liczy tylko wzrok i umiejętność bezbłędnego przepisywania jakichś pierdół z kartki do kompa. Co gorsza, nie dość, że żerują na taniej robociźnie Polaczków, to jeszcze z pośród polskich “jeleni” wybierają sobie tych najlepszych, jakby to miało jakikolwiek wpływ na wzrost wydajności podrzędnej funkcji w ich firmie. Praca, gdzie lądujesz na stanowisko bez specjalnych perspektyw awansu. A nawet jeśli się załapiesz, to nadal całymi dniami wykonujesz procedury, które w innej pracy do niczego Ci się nie przydadzą. Korporacja urabia Cię na swoją masę. Stajesz się małym trybikiem ogromnej farmy biurokratów, którzy mają cieszyć się z tego co robią?
I teraz wracamy do życia w wolnym(normalnym?) tempie. W krajach o takim stylu życia ludzie żyją dłużej, do tego do ostatniego dnia ich stan psychiczny (układ nerwowy) jest we właściwej kondycji. Widzi się tych kubańskich dziadków, którym w życiu finansowo się nie przelewało, a mimo to są szczęśliwi i pomimo sędziwego wieku wspaniale grają na różnych instrumentach, nie stracili ikry. Mowa tutaj o starszych panach, którzy dożyli ponad 90 lat.
A jak jest z polskimi dziadkami?
W większości mimo wcale nie zaawansowanego wieku Alzheimer daje się we znaki. Trzęsące się ręce, głowa, utrata koordynacji ruchów, mówienie do samego siebie, to efekt naszej progresywnej rzeczywistości.
Kto dożywa takiego wieku w Polsce?
Ktoś kto ma to zapisane w genach (należy do rodu długo żyjących) i umiejętnie opiera się aktualnym przemianom, żyjąc według własnego harmonogramu, a nie takiego, jaki dyktuje mu system.
Ponadto na bieżąco obserwuję ogólną dezorientację wśród sędziwych, starzejących się Polaków. Wielokrotne spojrzenie starszego człowieka na moją osobę jest wyrazem jego głębokiej niepewności i braku zaufania, mimo tego co sobą jawnie zaprezentowałem.
Wydaje mi się, że jesteśmy w momencie dziejowym przemian społeczno-obyczajowych, kiedy tak na prawdę nowe pokolenia przestają być nadzieją dla starszych, niejednokrotnie będąc dla nich zagrożeniem. Widać to poprzez wzrost liczby bezdomnych, obłąkanych starszych ludzi, którzy pozostawieni zostali sami sobie. Wielu moich kolegów nie widzi sensu w jeżdżeniu do rodzinnego domu, nawet na święta Bożego Narodzenia, ponieważ to jest takie pospolite. Każdemu z nas wydaje się, że dokona nie wiadomo jakiego skoku w historii. Heh
Prawda jest taka, że zanim się zdążysz na dobre rozpędzić, zorientujesz się, że Twój skok jest spóźniony. Takie odnoszę wrażenie, ja jako 23 latek, który widzi, czego dokonują “gówniarze” z gimnazjum. Kiedy ja siedziałem przy Commodore 64, oni siedzą przy PC-etach, programują, projektują, robiąc to niebywale instynktownie. To tak, jak kiedyś rozmawiałem z 40-paro letnim majorem z byłej technicznej jednostki wojskowej w Jeleniej Górze i powiedział, że w jego czasach pracowali na Odrach (bardziej antyczny od Commodore).
Niestety znów odbiegłem od meritum sprawy.
Nie byłoby tego złego w całym mechanizmie postępu, gdyby nie kierunek rozwoju jaki obraliśmy, czy raczej jaki został nam narzucony z zewnątrz. Kierunek, w którym Polska nie wykorzystuje swojego intelektualnego potencjału do własnych celów lecz sukcesywnie jest z niego eksploatowana, natomiast pozostali w kraju stają się potencjalnymi bardziej niż gdziekolwiek wyedukowanymi i zdyscyplinowanymi robolami, tudzież biurokratami również na usługach obcego kapitału.
I de facto nie ma się czemu dziwić, iż zauważamy wzrost liczby nacjonalistycznych postaw wśród kilku warstw naszego społeczeństwa.
Naturalnie reszta “postępowych” bierze to za zwykły przejaw zacofania, nie wiedząc, że za ich plecami korporacja, koncern, trust, holding zaciera ręce. Heh.
Fajnie byłoby być postępowym i samemu się rządzić. Niestety w Polsce elementarne względy finansowe nie pozwalają Ci na rozkręcenie własnej działalności. Natomiast za granicą w sąsiednich Niemczech, czy nawet Czechach nasi rówieśnicy wcielają w życie swoje marzenia już w wieku 18, 19, 20 lat.
W takim razie skoro tak się u nas dzieje, czy istnieje jakakolwiek możliwość znormalizowania tempa życia w naszym geopolitycznym położeniu?