Burda
Do ch*** Wacława.
Taki byłby zarąbisty materiał, to zrypałem nagrywanie.
Mój współlokator(ps. Ucho) odwalił w noc z środy na czwartek niezłą na akademiku burdę.
Wydawało mi się, że najlepsze momenty nagrywam na swój dyktafon, ale cholera jasna zamiast nagrywać włączyłem sobie odtwarzanie tego co ostatnio nagrałem. Psia krew! :p :/
Cała impreza zaczęła się około 22 w melinie w 505. Po wielu perturbacjach ostetecznie przeniosła się do naszego pokoju, gdzie odeszły najlepsze motywy.
Współlokator był w tym momencie w najlepszej psychofizycznej kondycji do odwalania różnego rodzaju numerów, począwszy od kopania szafy z półobrotu, lania przez okno z 10 piętra, walenia w ramach perkusyjnej ekspresji po różnych elementach wyposażenia pokoju (butelki, puszki, monitor, obudowa ATX, głóśniki itd.) kończąc na okrzykach na korytarzu i przez okno (“Bure chuje!”, “Wyłaźcie bure chuje!”, “Siostro! śmierć mam w dupie!” – to akurat dotyczy zakonu redemptorystów, którzy chyba? zaraz obok mają swoją siedzibę) uderzając rytmicznie pokrywkami od garków lub pałką od perkusji w garnek.
Oczywiście do tego wtórowali mu koledzy.
Ogólnie trwało to z jednakową intensywnością do godziny ok. 4:00 w rytm muzyki Kazika, Asian Dub Foundation, Miloopy.
To spowodowało, że nie zdołałem zwlec się na przedpołudniowe zajęcia ![]()
Trzeba przyznać, że mam niesamowite szczęście do mieszkania z nietuzinkowymi postaciami w akademikach. ;]
