Not so bad ;)
Wcale nie jest tak źle.
Możliwe, że trudno jest mi się odnaleźć w tej zupełnie niekompatybilnej ze mną rzeczywistości.
Chociaż większość zapewne stwierdzi, że problemem jest raczej brak kompatybilności mnie samego z rzeczywistością, nie odwrotnie.
Patrzę na tych ludzi i ludziska cały czas trudno mi się przekonać do przynajmniej 50% ludzi z jakimi mam do czynienia.
Wielu wydaje się być w porządku, ale swoją biernością, czy zaślepieniem traci u mnie szybko punkty.
A wydawałoby się, że to ja będę wyjątkowo zakompleksiały, ale po interakcji z otoczeniem diametralnie zmieniam zdanie.
Zdecydowanie uważam, że część z ludzi domyślnie jest zła, nawet poprzez zgrywanie zwykłego ważniaka. Na pewno działa to odpychająco.
Podobnie jest ze zgrywaniem jakiegoś indywiduum.
Ja też jestem swoistego rodzaju indywiduum, ale jakoś nie wpływa to odpychająco na otoczenie. No może tylko ze względu na to, że zdecydowanie absorbuję otoczenie, w którym się znajduję.
Ale też nie do końca w każdym przypadku.
Można powiedzieć, że często staje się “pierdołą”.
Racja, ale uważam, że wynika to z chwilowej niedyspozycji spowodowanej brakiem motywacji do życia, czy skłonności do narzekania na zjawiska aktualnej rzeczywistości, które dla wielu wydają się normalne i trzeba się do nich dostosować albo w przeciwnym razie ponosi się życiową klęskę.
Każdy w tej średnio przyjaznej rzeczywistości wyrobił sobie swojego rodzaju pancerz, który chroni przed go ślepymi uliczkami życia.
Kwestia mojego sukcesu leży w ludziach z którymi powinienem współpracować.
Być pewnego rodzaju dobrym menadżerem ludzi, którzy mają potencjał, ale nie potrafią się sprzedać, czy nie mają koncepcji, jak najefektywniej użyć swoich umiejętności.
Będzie git.
Make the Force be with me & Co.!
