Gazeta Wyborcza poległa
Niefortunnie przedstawiciel medium Gazety Wyborczej nie poradził sobie w debacie telewizyjnej traktującej o rozpadzie koalicji i odwołaniu Andrzeja Leppera ze stanowiska ministra rolnictwa i wicepremiera.
Argumentacja mętna, powodująca u pedanta katar mózgu.
A jeszcze mniej trafnym do tej rozmowy gościem okazał się dyrektor szkoły, która kiedyś brała udział w protestacji przeciw nowemu ministrowi Giertychowi. Taki człowieczek w okularkach, w garniturze, z muszką, taki sobie fizdrygałek, który wystąpił teraz nie wiadomo pod jaką egidą, bo przecież nie swojej szkoły, bo Giertycha się obecna debata już mało tyczyła.
Konkludując podsumował, iż obecni politycy na całej rozciągłości sali sejmowej udowodnili, że są pacanami. Aż po cóż trudzili go o przybycie do studia. Sprytnego fizdrygałka mogli zastąpić panem Józiem z Kietlina k/Radomska, który wystosowałby podobną konkluzję, której cała Polska, złakniona prawdy politycznej, na pewno poświęci swój czas w TVP1.
Wracając do Gazety Wyborczej, bo przecie ona jest przedmiotem nagłówka, można stwierdzić, że jest to medium bardzo kopcące.
Nie rozpisując się zbytnio, z obserwacji widzę, że Ci którzy pojawiają się w miejscach publicznych w luźnym stroju z rozpiętym kołnierzem z reguły są ludźmi zmąconymi i mącą wokół siebie. Analogicznie do wyglądu ludzi w Parlamencie UE, gdzie przeważający gros luzaków obserwujemy po lewicy i centrum. Natomiast czerwoną muchę pana fizdrygałka postrzegam podobnie, jak krawaty Samoobrony – tani chwyt reklamowy, ale również dobry amulet przeciw zauroczeniom.
