Sound Empire
Wróciłem szczęśliwie po tej imprezie, jednak nieźle wyczerpany. Był to zapewne niezły dla mnie maratonik.
Odnośnie Line-Up Sound Empire:
18:00 – 19:00 John Metmond (nie słyszałem wcale jego muzy, tylko ten bas rozsadzający Halę Ludową, gdy siedziałem jeszcze na zewnątrz popijając bronki.)
19:00 – 20:15 San (wszedłem w połowie jego występu, zapewne niezłe brzmienia, ale przez ten destrukcyjny bas nie dało się skupić na sednie muzyki. :p)
20:15 – 21:30 Brian Cross (całkiem dobry zrobiłby show ten Hiszpan, ale trwające przez prawie cały czas jego występu doniosłe “łup łup” nie pozwoliło mi delektować się jego didżejskimi umiejętnościami. Jego szlagierowe “4U” trwało zaledwie chwilkę, a wydatna jego gestykulacja i mowa ciała ratowała średni jego występ)
21:30 – 22:30 Angelo Mike (nasz najlepszy polski didżej też niestety trafił ze swym występem w czasie panowania “łup łup”. Muzę zapuścił średnią i nie okazał specjalnie swojego stylu, który szczególnie zdradził na swojej płycie i kilku występach. Jak jak zauważyłem jest człowiekiem wrażliwym, ponieważ z gestykulacji i mowy ciała jaką zaprezentował publiczności mogę śmiało powiedzieć, że zachowywał się “wypisz, wymaluj” jak Tiesto, posiada już urok didżeja zachodnioeuropejskiego.)
22:30 – 23:45 Matthew Dekay (niestety “unknown music” za silną barierą infradźwięków “łup łup”. Trudno mi go ocenić.)
23:45 – 03:45 Armin van Buuren (I jest nasz młody mistrz. Też w trakcie jego występu infradźwięki łupały gmach Hali Ludowej. Dopiero około godziny 1:30 ustały i rozpoczął się prawdziwy muzyczny show. Brak “łupanki” pozwolił odnieść mnie się do muzyki, jaką on i jego dwóch następców: Remy i Peter Pain zaprezentowali. Sytuacja diametralnie się zmieniła, kluczowe dźwięki stały się znacznie wyraźniejsze, a infradźwięki występowały już tylko sporadycznie, sygnalizując jedynie zmiany motywów muzycznych. I tak miało być. Wtedy Armin pokazał co potrafi.. Jego gestykulacja wyrażała, iż jest on faktycznym imperatorem tej imprezy (Imperium Dźwięku).
Do tego zauważyłem, że wiele instrumentalnych motywów wystukał zapewne uprzednio sam na klawiszach swojego dj-skiego keyboarda, gdyż w trakcie występu podnosił w górę prawą rękę i wystukiwał palcami w powietrzu sekwencję nutową tegoż motywu. Spoko.)
03:45 – 05:00 Remy (Armin skończył i rozpoczęła się gra tego również udanego deck mastera. Muzyka była rytmicznie bardziej energiczna. Bardzo udany występ przez cały czas jego trwania.)
05:00 – 06:00 Peter Pain (Ostatnia godzina należała do naszego didżeja. Bardzo udany występ. Pomimo, iż postać jego zdecydowanie skromniejsza, bez gestykulacji, twarz skryta za opuszczonym daszkiem czapki, muzyka zrobiła wrażenie. Motywy może bardziej oszczędne w różnego rodzaju muzyczne upiększenia, ale zachowana rytmika i falowość zmian na poziomie profesjonalnym. Do tego kilka ciekawych, jeszcze niezidentyfikowanych przeze mnie motywów, które nam zaprezentował. Brawo dla Petera
)
Wracając do kwestii infradźwiękowego “łup łup” wywnioskowałem, iż musi to być z czymś ściśle związane. To, że są entuzjaści takiej naparzanki, jak to trafnie określił jeden z jej zwolenników jeszcze przed wejściem do hali: “Lubię taką siekę.”, nie jest to wynikiem jakiegoś artystycznego geniuszu. Jeśli natomiast chodzi o tego typu bas w przypadku Sound Empire, często towarzyszący imprezom techniawkowym, hardstajlowym, zupełnie wystarczyłby o połowę cichszy. Ten był zbyt silny, wręcz o destrukcyjnej mocy.
Przypuszczam, iż to “łup łup” wydatnie pomagało zakryć prawdziwe motywy dźwiękowe, kiedy operatorzy i kamerzyści kręcili film z tej imprezy. Możliwe, że jest to sprytna metoda zagłuszania, aby w przyszłości uniknąć komplikacji w kwestii egzekwowania praw autorskich wykorzystanych sampli, gdyż jak wiemy didżeje są w większości przypadków odtwórcami różnych kawałków, a zabójcze wytwórnie tylko czyhają na nieostrożnych. Pewnie się mylę, ale jak wiemy żywot didżeja nie jest usłany różami pod tym względem. Obecnie twórczość jest bardzo utrudniona i bez pomocy sponsorów lub wytwórni ani rusz. Domowymi metodami ludzie również się starają, ale moim zdaniem bez ich dużej determinacji, poświęcenia, systematyczności i wielu wyrzeczeń z tym związanych, nie byłoby to wcale możliwe. Nie dość, że obecna kultura faktycznie wylądowała w rękach najbogatszych, to w Polsce dochodzą jeszcze względy ekonomiczne, które mocno ograniczają ten kulturalny progres. Wystarczy przeczytać “Wolną Kulturę” i wszystko w tej kwestii staje się jasne. Nie przypuszczam, że ktokolwiek z nich wykorzystał muzykę nielegalnie, ale w tym rozsadzającym głowę hałasie ciężko było cokolwiek docenić.
Podchodziłem na początek sceny, aby z bliska przyjrzeć się poszczególnym artystom, ale zaraz spylałem na koniec, gdyż ten bas wprowadzał moje serce w niebezpieczną arytmię. :p
Nie wiem, jak Ci ludzie, którzy całą noc spędzili przy scenie mogli to wytrzymać. Domniemam jedynie stopery w uszach, nabytą już głuchotę lub kompletną też głupotę. ![]()
Jednak tych drgań stopery nie były w stanie powstrzymać, jedynie zapobiec wyciekowi mózgu przez uszy.
Równie mocno infradźwięki wykańczały ludzi na trybunach, gdyż poprzez odbicia od ścian gmachu wracały ze zwielokrotnioną siłą.
Jednak cokolwiek by nie było zatańczyłem podczas gry wszystkich didżejów z wyjątkiem pierwszego. Natomiast, gdy infradźwięki stały się sporadyczne, tańczyłem non stop schodząc z parkietu jedynie po picie(5min). Czyli mój maraton trwał nieprzerwanie od godziny 1:30 do końca gry Petera Pain`a (ok. 6:00).
Imprezę określam jako udaną, a Armin, Remy i Peter Pain (jeśli jest tam zarejestrowany) dostają ode mnie punkciki w ogólnoświatowym rankingu The Dj List.
Ponadto odpalam galerię, aby ludzie mogli swobodnie zamieszczać własne zdjęcia z imprezy.
Myślę, że komercyjni organizatorzy imprezy nie poślą mnie za to pod sąd. Ale któż to dzisiaj jest w stanie przewidzieć. Jednak skoro pozwolono, mimo zakazu wnosić ludziom cyfrówki, to możliwe, że pomysł z otwartą galerią amatorskich zdjęć nie zostanie nagle zbanowany.
