Konstytucja UE
Odgrzejemy ten temat, gdyż nadal jest on aktualny z racji, iż znajdujemy siÄ w Unii Europejskiej, a kwestia Konstytucji UE wisi w powietrzu.
MiaÅem przemożnÄ
okazjÄ zapoznaÄ siÄ ze stanowiskiem naszych prawicowych dziaÅaczy, radnych i polityków.
ZupeÅnie przypadkiem natrafiÅem na internetowÄ
publikacjÄ “OdrzuÄmy unijnÄ
konstytucjÄ!”, w której kilku radnych z Ligi Polskich Rodzin, Wszechpolaków wypowiada siÄ w kwestii tego najważniejszego europejskiego dokumentu. Mimo, iż przedstawiajÄ
oni typowe dla swojej frakcji poglÄ
dy, sÄ
to jak widaÄ ludzie wyksztaÅceni (kilku z nich jest magistrami prawa, do tego sÄ
radnymi Sejmików: DolnoÅlÄ
skiego i Wielkopolskiego + jeden przewodniczÄ
cy rady Sejmiku DolnoÅlÄ
skiego).
Jak wynika ze szczegóÅowej analizy, istniejÄ
faktycznie rażÄ
ce niedopatrzenia, ale najważniejszy jest sam ksztaÅt konstytucji, która jest tak obszerna (ok. 500 stron), że przestaje byÄ użyteczna dla zwykÅego obywatela.
Można uznaÄ to za chwyt, którym kieruje siÄ czÄsto biurokracja (+fakt, że wspólnotowa biurokracja maÅo powiedziane, iż jest wielka).
Jak sÅyszÄ o tak nieczytelnych dokumentach z racji ich nieprzystÄpnoÅci(webmasterzy powiedzÄ
“no user friendly”), przypomina mi siÄ sprawa o zabójstwie prezydenta Kennedyego w Stanach. Tam komisja Åledcza, aby ukrÄciÄ gÅowÄ sprawie i zniechÄciÄ potencjalnych badaczy, naprodukowaÅa kilka tomów na temat przebiegu caÅego dochodzenia itp. Jednak w rzeczywistoÅci byÅ to jedynie urzÄdniczy beÅkot. Obecnie istotne dowody w tej sprawie ujrzÄ
ÅwiatÅo dzienne dopiero okoÅo 2030 roku, kiedy to już zapewne nikogo nie bÄdzie interesowaÅo.
WracajÄ
c do Konstytucji UE.
Nie zamierzam siÄ rozpisywaÄ, bo mam ÅwiadomoÅÄ, iż każdy ma ograniczony czas, dlatego od razu odsyÅam Was do lektury tej narodowej publikacji.
Ars Politica
Co mnie faktycznie zniesmaczyÅo, to fakt, iż zupeÅnie zlekceważono sobie kulturÄ ÅaciÅskÄ
, chrzeÅcijaÅskÄ
.
Czy powinna zostaÄ wyeliminowana z najważniejszego dokumentu Unii Europejskiej?
Zamiast przyjÄtych wartoÅci chrzeÅcijaÅskich, jakie?, kosmopolityczne?
Zastanówmy siÄ, jaki tak naprawdÄ procent ludzi w Europie może pozwoliÄ sobie na kosmopolityzm?
Bo mnie wydaje siÄ, iż jest on niewielki.
JeÅli Polakom, którzy “doginajÄ
” na Zachodzie za lepsze pieniÄ
dze, wykonujÄ
c przyziemne prace, wydaje siÄ, iż sÄ
kosmopolitami, sÄ
niestety w bÅÄdzie.
Bycie obywatelem Åwiata niesie z sobÄ
zdecydowanie wyższy poziom ÅwiadomoÅci i odpowiedzialnoÅci. Natomiast dobrobyt nie jest gÅównym jego wyznacznikiem, a czÄsto wrÄcz godzi w prawdziwe rozumienie tego pojÄcia.
WracajÄ
c do publikacji, faktycznie można ulec temu tokowi myÅlenia, a ktoÅ inny uzna, iż jest to kolejna prawicowa brednia.
Ja jednak patrzÄ
c z perspektywy czÅowieka, który wiÄkszoÅÄ swojego życia poÅwiÄciÅ na analizowaniu historii, podzielam obawy naszych narodowców.
Nasze spoÅeczeÅstwo przestaje już dostrzegaÄ istotnych symptomów, bÄdÄ
c oczarowanym “euro-urokiem”, uznajÄ
c te zmiany za bezwzglÄdne dobro.
Gdy zapoznaÅem siÄ z fragmentami tejże konstytucji, które nasi narodowcy przytoczyli, przypomniaÅa mi siÄ z historii hitlerowska koncepcja utworzenia tzw. Mittel Europy (Europy Årodkowej), której po wygranej wojnie naród niemiecki miaÅ przewodziÄ, natomiast Polacy i reszta SÅowian wyÅÄ cznie jako tania siÅa robocza, a później możliwe, że “do gazu”.
Co mnie bardzo zmartwiÅo, to instytucje, jakie Konstytucja UE może powoÅaÄ do życia, które sÄ w stanie realnie naruszyÄ “czy tak, czy owak” suwerennoÅÄ naszego kraju.
BÄdzie to nawiÄ
zaniem do poprzedniego postu, ale chcÄ zachowaÄ spójnoÅÄ.
To do jakiego wniosku można dojÅÄ obserwujÄ
c zmiany w poszczególnych krajach UE, to ten niebezpieczny federacyjny jej charakter.
Zauważono, co potwierdzam, iż za wszelkÄ
cenÄ chce siÄ wzmacniaÄ tendencje mniejszoÅciowe, w praktyce autodestrukcyjne dla suwerennoÅci paÅstw.
W dÄ
żeniach UE kieruje siÄ do tego amerykanizacjÄ
.
Kwestia mniejszoÅciowych homoseksualistów wylÄ
dowaÅa na piedestale, pozbawiajÄ
c bezwzglÄdnie wiÄkszoÅciowych heteroseksualistów samostanowienia o wÅasnym dobru, dobru wiÄkszoÅci (gdzie w obecnym prawno-obyczajowym ustroju tolerancja jest najwyższÄ
z wartoÅci, wyprzedzajÄ
c nawet dobro).
A ponadto wzmacnianie tendencji regionalnych w paÅstwach europejskich, wzbudzajÄ
c silne patriotyzmy regionalne.
Federacyjny charakter paÅstwa niemieckiego istniaÅ od dawien dawna.
Ale dlaczego takim przemianom majÄ
ulegaÄ pozostaÅe kraje, w których coÅ takiego nie jest wcale istotne?
Rozumiem uzasadnienie ubiegania siÄ mniejszoÅci narodowych, szykanowanych w historii, o niepodlegÅoÅÄ. PatrzÄ
c np. na HiszpaniÄ można by z powodzeniem usankcjonowaÄ dÄ
żenia niepodlegÅoÅciowe baskijskiej krainy.
Jednak w oczach europejskiej biurokracji w przyszÅoÅci Hiszpania powinna podzieliÄ siÄ na wiÄcej regionów, dlatego wzmacnia siÄ dÄ
żenia autonomiczne np. regionu Barcelony. W rezultacie zostanie tylko sam Madryt z poÅudniowymi regionami póÅwyspu + istotny problem islamskich imigrantów.
Temu procesowi podlegajÄ
obecnie wszystkie duże paÅstwa UE.
JeÅli chodzi o PolskÄ, za pomocÄ
tzw. euroregionów Niemcy odzyskajÄ
realnÄ
wÅadze nad utraconym Dolnym ÅlÄ
skiem. Liczne ich firmy stacjonujÄ
w dolnoÅlÄ
skich miastach. Do tego obserwuje siÄ niebywaÅy dotÄ
d wzrost ich zainteresowania naszym regionem. W latach `90 pamiÄtam dobrze, iż Niemcy czÄsto przyjeżdżali, ale zazwyczaj tylko po to, aby coÅ odkopaÄ (co opuszczajÄ
c te rejony zakopali) i bez sÅowa odjechaÄ. Obecnie ich wycieczki przewalajÄ
siÄ rynkiem i deptakiem Jeleniej Góry w liczbie kilkuset osób tygodniowo.
Mimo, iż nie jestem ksenofobem, przybraÅo to ostatnio wedÅug mnie nazbyt intensywny charakter.
Realnie z pomocÄ
unijnego prawa i biurokracji, na której charakter Niemcy mieli stety istotny wpÅyw, przejmÄ
gospodarczÄ
kontrolÄ nad tym i innymi euroregionami na terenie “jeszcze” Polski.
Jak zobaczy siÄ rzeczywiste rozmieszczenie tych planowanych euroregionów, to Polska ponownie, niefortunnie stanie siÄ paÅstewkiem “kadÅubowym”, jak to Hitler przed wojnÄ
lubiÅ mawiaÄ.
Kolejnym niepokojÄ
cym zjawiskiem jest germanizacja, gdzie w naszych dolnoÅlÄ
skich szkoÅach nie jÄzyk miÄdzynarodowy – angielski, ale wÅaÅnie niemiecki jest podstawowym jÄzykiem obcym.
Martwi mnie to, gdyż uważam, że wiÄcej cech wspólnych, również historycznych posiadamy z Francuzami.
W kwestii praktycznoÅci jÄzyków.
Po niemiecku mówi siÄ tylko w 4 paÅstwach Europy (a raczej 3, bo Lichtenstein przypomina rozmiarem polskÄ
gminÄ).
Po hiszpaÅsku mówi prawie caÅa Ameryka ?aciÅska, po angielsku caÅa Ameryka PóÅnocna, Australia i reszta Åwiata, po francusku gros paÅstewek afrykaÅskich, Kanada, Gujana Francuska, czÄÅÄ Karaibów i kilka pozostaÅoÅci jÄzykowych w Azji.
Dlaczego wiÄc niemiecki?
Po to, aby z Polaka zrobiÄ rozmownego dla Niemca robotnika?
Czy może rozmownego Polaka w Szwajcarii, który w razie opaÅów uzyska w tym neutralnym kraju azyl i ukryje siÄ na Dachu Europy? Powstanie tam kolejny rzÄ
d na emigracji i bÄdzie gÅosiÅ podobne brednie, jak ten wczeÅniejszy i ten z Londynu?
Dlaczego ubiegajÄ
c siÄ o pracÄ w niemieckiej firmie w Polsce, każdy musi bardzo dobrze znaÄ jÄzyk niemiecki, skoro wcale nie używa go w pracy?
Dlaczego wiÄkszoÅÄ krajów UE (Hiszpania, Portugalia, Grecja, Wielka Brytania, Irlandia, Szwecja, znaczne ustÄpstwa Francji) pozwoliÅa swobodnie, na równych warunkach zatrudniaÄ siÄ Polakom, a Niemcy niestety nie, a przecież jedynie ich gospodarka zawdziÄcza Polakom swojÄ
wspaniaÅÄ
koniunkturÄ, dziÄki dÅugotrwaÅej ich tam pracy?
Wobec tego, czy im zależy na równouprawnionych pracownikach, czy tylko raczej na zwykÅych wyrobnikach?
MówiÄ c to odnoszÄ jednak caÅy czas wrażenie, iż gÅoszÄ jakieÅ staroÅwieckie poglÄ dy, ale jak tego z innej strony nie ugryzÄ, caÅy czas dochodzÄ do podobnych wniosków.
Obym myliÅ siÄ wraz z LigÄ
Polskich Rodzin i Wszechpolakami w kwestii przyszÅoÅci UE.
Jednak Konstytucja UE zostaÅa już wyprodukowana (co ciekawe beznadziejnie przetÅumaczona na nasz jÄzyk, ale ten fakt już dawno byÅ poruszony w mediach), tego nieprzystÄpnego, 500-stronicowego, najważniejszego dokumentu UE nie można uznaÄ za coÅ nieprawdziwego.
Dlatego dla wÅasnego dobra trzeba bÄdzie to niestety jeszcze raz przewertowaÄ, aby nie wpaÅÄ w czysto biurokratycznÄ
puÅapkÄ (zniechÄcenie), a możliwe i wiÄkszÄ
, kryjÄ
cÄ
siÄ za tym, hecÄ.
