„Per aspera ad astra.”
„Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono.”
„Kto ma miękkie serce, musi mieć twardy tyłek.”
„Pomagamy innym, kiedy nie potrafimy pomóc sobie.”
„Dziel się wiedzą, to sposób na osiągnięcie nieśmiertelności.” Dalajlama
„Nie ma większych niewolników od tych, co błędnie myślą, że są wolni.” Goethe
„Nie ma takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem.” Rzymianie
„There are people who want a peace on Earth, a piece of Earth or just to piss on Earth..."
„Wyzwolić człowieka to od kilku stuleci ułatwić mu plebejski sposób bycia.” Nicólás Gómez Dávila
„Obsequium amicos, veritas odium parit” - „Schlebianie przysparza przyjaciół, prawda – wrogów.” Terencjusz
„Kto uczy się a nie myśli jest stracony, kto myśli a nie uczy się jest w wielkim niebezpieczeństwie.” Konfucjusz
„Demokracja to ustrój, w którym możesz mówić, to co myślisz, nawet wtedy, kiedy nie myślisz.” Edward Rutherford
„There is only one step from the sublime to the ridiculous." - „Od wielkości do śmieszności jeden tylko krok.” Napoleon
„Tylko małe sekrety muszą być strzeżone, wielkie trzymane są w sekrecie dzięki niedowierzaniu opinii publicznej.” Marshall McLuhan
„Rozsądny człowiek dopasowuje się do rzeczywistości, nierozsądny usiłuje dopasować rzeczywistość do siebie. Dlatego postęp zależy tylko od ludzi nierozsądnych.” G.B. Shaw
„I predict future happiness for Americans if they can prevent the government from wasting the labors of the people under the pretense of taking care of them.” Thomas Jefferson
„The problem with America is stupidity. I'm not saying there should be a capital punishment for stupidity, but why don't we just take the safety labels off of everything and let the problem solve itself?”

Konstytucja UE

Odgrzejemy ten temat, gdyż nadal jest on aktualny z racji, iż znajdujemy się w Unii Europejskiej, a kwestia Konstytucji UE wisi w powietrzu.
Miałem przemożną okazję zapoznać się ze stanowiskiem naszych prawicowych działaczy, radnych i polityków.
Zupełnie przypadkiem natrafiłem na internetową publikację “Odrzućmy unijną konstytucję!”, w której kilku radnych z Ligi Polskich Rodzin, Wszechpolaków wypowiada się w kwestii tego najważniejszego europejskiego dokumentu. Mimo, iż przedstawiają oni typowe dla swojej frakcji poglądy, są to jak widać ludzie wykształceni (kilku z nich jest magistrami prawa, do tego są radnymi Sejmików: Dolnośląskiego i Wielkopolskiego + jeden przewodniczący rady Sejmiku Dolnośląskiego).
Jak wynika ze szczegółowej analizy, istnieją faktycznie rażące niedopatrzenia, ale najważniejszy jest sam kształt konstytucji, która jest tak obszerna (ok. 500 stron), że przestaje być użyteczna dla zwykłego obywatela.
Można uznać to za chwyt, którym kieruje się często biurokracja (+fakt, że wspólnotowa biurokracja mało powiedziane, iż jest wielka).
Jak słyszę o tak nieczytelnych dokumentach z racji ich nieprzystępności(webmasterzy powiedzą “no user friendly”), przypomina mi się sprawa o zabójstwie prezydenta Kennedyego w Stanach. Tam komisja śledcza, aby ukręcić głowę sprawie i zniechęcić potencjalnych badaczy, naprodukowała kilka tomów na temat przebiegu całego dochodzenia itp. Jednak w rzeczywistości był to jedynie urzędniczy bełkot. Obecnie istotne dowody w tej sprawie ujrzą światło dzienne dopiero około 2030 roku, kiedy to już zapewne nikogo nie będzie interesowało.
Wracając do Konstytucji UE.
Nie zamierzam się rozpisywać, bo mam świadomość, iż każdy ma ograniczony czas, dlatego od razu odsyłam Was do lektury tej narodowej publikacji.
Ars Politica

Co mnie faktycznie zniesmaczyło, to fakt, iż zupełnie zlekceważono sobie kulturę łacińską, chrześcijańską.
Czy powinna zostać wyeliminowana z najważniejszego dokumentu Unii Europejskiej?
Zamiast przyjętych wartości chrześcijańskich, jakie?, kosmopolityczne?
Zastanówmy się, jaki tak naprawdę procent ludzi w Europie może pozwolić sobie na kosmopolityzm?
Bo mnie wydaje się, iż jest on niewielki.
Jeśli Polakom, którzy “doginają” na Zachodzie za lepsze pieniądze, wykonując przyziemne prace, wydaje się, iż są kosmopolitami, są niestety w błędzie.
Bycie obywatelem świata niesie z sobą zdecydowanie wyższy poziom świadomości i odpowiedzialności. Natomiast dobrobyt nie jest głównym jego wyznacznikiem, a często wręcz godzi w prawdziwe rozumienie tego pojęcia.

Wracając do publikacji, faktycznie można ulec temu tokowi myślenia, a ktoś inny uzna, iż jest to kolejna prawicowa brednia.
Ja jednak patrząc z perspektywy człowieka, który większość swojego życia poświęcił na analizowaniu historii, podzielam obawy naszych narodowców.
Nasze społeczeństwo przestaje już dostrzegać istotnych symptomów, będąc oczarowanym “euro-urokiem”, uznając te zmiany za bezwzględne dobro.

Gdy zapoznałem się z fragmentami tejże konstytucji, które nasi narodowcy przytoczyli, przypomniała mi się z historii hitlerowska koncepcja utworzenia tzw. Mittel Europy (Europy środkowej), której po wygranej wojnie naród niemiecki miał przewodzić, natomiast Polacy i reszta Słowian wyłącznie jako tania siła robocza, a później możliwe, że “do gazu”.

Co mnie bardzo zmartwiło, to instytucje, jakie Konstytucja UE może powołać do życia, które są w stanie realnie naruszyć “czy tak, czy owak” suwerenność naszego kraju.

Będzie to nawiązaniem do poprzedniego postu, ale chcę zachować spójność.
To do jakiego wniosku można dojść obserwując zmiany w poszczególnych krajach UE, to ten niebezpieczny federacyjny jej charakter.
Zauważono, co potwierdzam, iż za wszelką cenę chce się wzmacniać tendencje mniejszościowe, w praktyce autodestrukcyjne dla suwerenności państw.
W dążeniach UE kieruje się do tego amerykanizacją.
Kwestia mniejszościowych homoseksualistów wylądowała na piedestale, pozbawiając bezwzględnie większościowych heteroseksualistów samostanowienia o własnym dobru, dobru większości (gdzie w obecnym prawno-obyczajowym ustroju tolerancja jest najwyższą z wartości, wyprzedzając nawet dobro).
A ponadto wzmacnianie tendencji regionalnych w państwach europejskich, wzbudzając silne patriotyzmy regionalne.
Federacyjny charakter państwa niemieckiego istniał od dawien dawna.
Ale dlaczego takim przemianom mają ulegać pozostałe kraje, w których coś takiego nie jest wcale istotne?
Rozumiem uzasadnienie ubiegania się mniejszości narodowych, szykanowanych w historii, o niepodległość. Patrząc np. na Hiszpanię można by z powodzeniem usankcjonować dążenia niepodległościowe baskijskiej krainy.
Jednak w oczach europejskiej biurokracji w przyszłości Hiszpania powinna podzielić się na więcej regionów, dlatego wzmacnia się dążenia autonomiczne np. regionu Barcelony. W rezultacie zostanie tylko sam Madryt z południowymi regionami półwyspu + istotny problem islamskich imigrantów.
Temu procesowi podlegają obecnie wszystkie duże państwa UE.
Jeśli chodzi o Polskę, za pomocą tzw. euroregionów Niemcy odzyskają realną władze nad utraconym Dolnym śląskiem. Liczne ich firmy stacjonują w dolnośląskich miastach. Do tego obserwuje się niebywały dotąd wzrost ich zainteresowania naszym regionem. W latach `90 pamiętam dobrze, iż Niemcy często przyjeżdżali, ale zazwyczaj tylko po to, aby coś odkopać (co opuszczając te rejony zakopali) i bez słowa odjechać. Obecnie ich wycieczki przewalają się rynkiem i deptakiem Jeleniej Góry w liczbie kilkuset osób tygodniowo.
Mimo, iż nie jestem ksenofobem, przybrało to ostatnio według mnie nazbyt intensywny charakter.
Realnie z pomocą unijnego prawa i biurokracji, na której charakter Niemcy mieli stety istotny wpływ, przejmą gospodarczą kontrolę nad tym i innymi euroregionami na terenie “jeszcze” Polski.
Jak zobaczy się rzeczywiste rozmieszczenie tych planowanych euroregionów, to Polska ponownie, niefortunnie stanie się państewkiem “kadłubowym”, jak to Hitler przed wojną lubił mawiać.
Kolejnym niepokojącym zjawiskiem jest germanizacja, gdzie w naszych dolnośląskich szkołach nie język międzynarodowy – angielski, ale właśnie niemiecki jest podstawowym językiem obcym.
Martwi mnie to, gdyż uważam, że więcej cech wspólnych, również historycznych posiadamy z Francuzami.
W kwestii praktyczności języków.
Po niemiecku mówi się tylko w 4 państwach Europy (a raczej 3, bo Lichtenstein przypomina rozmiarem polską gminę).
Po hiszpańsku mówi prawie cała Ameryka ?acińska, po angielsku cała Ameryka Północna, Australia i reszta świata, po francusku gros państewek afrykańskich, Kanada, Gujana Francuska, część Karaibów i kilka pozostałości językowych w Azji.
Dlaczego więc niemiecki?
Po to, aby z Polaka zrobić rozmownego dla Niemca robotnika?
Czy może rozmownego Polaka w Szwajcarii, który w razie opałów uzyska w tym neutralnym kraju azyl i ukryje się na Dachu Europy? Powstanie tam kolejny rząd na emigracji i będzie głosił podobne brednie, jak ten wcześniejszy i ten z Londynu?
Dlaczego ubiegając się o pracę w niemieckiej firmie w Polsce, każdy musi bardzo dobrze znać język niemiecki, skoro wcale nie używa go w pracy?
Dlaczego większość krajów UE (Hiszpania, Portugalia, Grecja, Wielka Brytania, Irlandia, Szwecja, znaczne ustępstwa Francji) pozwoliła swobodnie, na równych warunkach zatrudniać się Polakom, a Niemcy niestety nie, a przecież jedynie ich gospodarka zawdzięcza Polakom swoją wspaniałą koniunkturę, dzięki długotrwałej ich tam pracy?
Wobec tego, czy im zależy na równouprawnionych pracownikach, czy tylko raczej na zwykłych wyrobnikach?

Mówiąc to odnoszę jednak cały czas wrażenie, iż głoszę jakieś staroświeckie poglądy, ale jak tego z innej strony nie ugryzę, cały czas dochodzę do podobnych wniosków.

Obym mylił się wraz z Ligą Polskich Rodzin i Wszechpolakami w kwestii przyszłości UE.
Jednak Konstytucja UE została już wyprodukowana (co ciekawe beznadziejnie przetłumaczona na nasz język, ale ten fakt już dawno był poruszony w mediach), tego nieprzystępnego, 500-stronicowego, najważniejszego dokumentu UE nie można uznać za coś nieprawdziwego.
Dlatego dla własnego dobra trzeba będzie to niestety jeszcze raz przewertować, aby nie wpaść w czysto biurokratyczną pułapkę (zniechęcenie), a możliwe i większą, kryjącą się za tym, hecę. :D

Dodaj komentarz