Szufladka dla Tadka
Rozmawiałem z pewnym panem i ciekawie wyjaśnił mi, jak to jest w kwestii “szufladkowania” innych ludzi. Jak wielkie są obawy każdej jednostki, aby nie zostać zaszufladkowanym “na amen” przez innych. Jak ciekawie mieszkańcy poszczególnych krajów potrafią dzięki samokontroli(często wynikającej z silnych norm społecznych) zapobiec temu niepożądanemu dla każdego zjawisku.
Każdy posiada jakieś poglądy, nie rzadko są one skrajne. Każdy też nie chce albo zawzięcie broni się przed zaszufladkowaniem.
Czemu tak naprawdę służy to “szufladkowanie”?
Czy nie świadczy to o tym, iż nie wypada się zbytnio publicznie wychylać?
Prywatnie każdy politykuje i wyraża swoje poglądy, a w praktyce kryje się z tym w obawie przed represjami z różnych stron.
W Polsce w dużej mierze polega to na wymądrzaniu się, ale w praktyce na tym się kończy.
Nie licząc tego, że wielu mówi, a robi zupełnie inaczej.
Rozmawiasz z kimś potencjalnym, nie mówi normalnie o swoich poglądach lecz pół-szeptem.
Dla mnie wydaje się, iż jest to głównie problem wąskich społeczności, społeczności lokalnych, hermetycznych, gdzie faktycznie szybko można spotkać się z konsekwencjami własnego odmiennego stanowiska. Ludzie zamieszkujący dany region od pokoleń bardzo obawiają się narzucenia złego cienia, złej opinii na ich ród.
Oprócz tego, iż “szufladkowanie” wynika z norm społecznych, stanowi obecnie jedną z bardziej wykwintnych metod kompromitacji kogokolwiek.
Nawet jeśli jesteś istotą myślącą (część z nas jest niestety tylko istotami reagującymi) i publicznie zostaniesz zaszufladkowany, nie ważne co zmieni się w Twoim światopoglądzie później, został on już określony wcześniej.
Podobnym zjawiskiem jest inna odmiana kompromitacji.
Po praktykach jakie miały miejsce w ostatnich czasach widać dokładnie jak bezkarnie, bez dowodów, a wyłącznie domniemając, można oczernić, oskarżyć kogokolwiek o np. pedofilię, antysemityzm itd.
Co z tego, że okazuje się to później nieprawdą. Istotnym dla kompromitatora jest, aby publika połknęła pierwszego news`a.
To tak jak łatwiej jest zabrudzić niż wybielić. I o to w tym całym oczernianiu chodzi.
Ciekawi mnie, jak jest z tym “szufladkowaniem” w Internecie?
Czy ja też wkrótce zostanę albo już jestem dożywotnio zaszufladkowany?
W rzeczywistości temu procesowi podlegamy od samego początku.
Tak jak stało się ze mną: najpierw masculinum, za moment Polak, zaraz później Chrześcijanin – Katolik itd., czyli z góry można u mnie domniemywać szowinizm, polskie kombinatorstwo i prywatę, chrześcijańską naiwność, dewocję i antysemityzm itd.
Nawet pierwszy małpolud(homo erectus), który wyszedł z dżungli, nie był tabula rasa(czystą kartą).
Co z tego, że wyszedł z dżungli, jak za 100 000 tyś. lat jego potomkowie, moi koledzy z klasy dumnie powtarzali: “Welcome to the jungle!” lub “Life is brutal!”
Haha!
