Dzień świstaka
Mimo, że Dzień swistaka dopiero będzie obchodzony 2 lutego, to ja już jestem po kolejnej projekcji tego wspaniałego filmu (ang. “Groundhog day”) dzieła Harolda Ramis`a, w rolach głównych Bill Murray i Andy MacDowell.
Za takie produkcje właśnie uwielbiam Amerykanów.
Jako duże społeczeństwo jest większe prawdopodobieństwo wystapienia właśnie takich indywidualności, które tak dobrze pojmują całość mechanizmów decydujących o naszym życiu.
Nie ważne to co Amerykanów prezydent z całą syjonistyczno-globalistyczną świtą wyrabia w świecie, nie można ich za to w pełni winić, tak jak nas nie można winić za tak agresywną, kapitalistyczno-oligarchiczną transformację naszego kraju, gdzie jak teraz widzę w te zimne dni same smutne, zadumane twarze + ludzie stroją tzw. dobre miny do złej gry i słyszę tylko sarkastyczny śmiech… hmm… coś jest chyba nie tak.
Sam jestem niestety obdarzony sarkazmem, ale staram się to ujawniać tylko w krytycznych momentach, różnie mi to wychodzi, ale jest to raczej problem pomieszanych stylów, które tkwią we mnie.
Wracając do tematu filmu, ma on uniwersalne przesłanie i swoim scenariuszem stworzył niesamowity, unikalny klimat “co by było gdyby…”. Zjawisko raczej takiego nie usiwadczymy w naszym życiu.
Lecz nie chodzi o to, aby coś takiego musiało się nam przytrafić, abyśmy faktycznie zaczęli się zmieniać i mieć wystarczająco czasu na refleksje.
Oczywiście w naszej rzeczywistości jest to bardziej trudne, ale wydaje mi się warto spróbować.
Konkludując:
Jeśli nie wiesz jakim człowiekiem powinieneś się stawać, nie jesteś w pełni uświadomiony, czyli nie uważasz, że ile ludzi tyle racji, oglądaj ten film, aby rozwiać własne wątpliwości.
